980x200

Numer / Kwiecień 2015

Jesteś tutaj: Strona głównaNumer Kwiecień 2015

Tekst:      Marcin Kołpanowicz

Tajemnice Montserrat


Tagi:

Jej kontur przypomina ogromną wyszczerbioną piłę, na której zębach zatrzymują się, jak strzępki wełny, poranne obłoki. Montserrat oznacza dosłownie: „wyszczerbiona” lub „przepiłowana góra”. To góra tajemnic – największą z nich jest Święty Graal.

Ze stacji Monistrol de Montserrat kolejka łańcuchowa (funicular) wspina się po stromym zboczu do opactwa. Z jego poziomu odchodzą jeszcze dwie krótkie linie, w dół i górę. Warto z nich skorzystać. Od klasztoru można spektakularną trasą zejść w dół w stronę cudownej groty, powrócić stamtąd kolejką, następnie drugą linią wjechać na szczyt góry, pobłąkać się wśród „zakapturzonych mnichów”, czyli stożkowatych skał Sant Jeroni, a potem łagodnym zboczem zejść z powrotem ku opactwu.

 

 
MNISI NAD MNICHAMI
W murach opactwa Montserrat mieszkają mnisi benedyktyńscy, a ponad nimi masyw górski wieńczy grupa skał, zwana Zakapturzonymi Mnichami.
 
ŚWIĘTA PANIENKA Z OKIENKA
Ta wielka bazylika wybudowana została dla maleńkiej figurki, widocznej w okienku w górnej części ołtarza.
 
SILENTIO
Jedna ze skał masywu Montserrat przypomina nakazujący milczenie palec, umieszczany nad wejściem do klasztornej klauzury.

 

KU CHWALE CZARNULKI

 

Schodzenie wykutą w pionowej skale serpentyną jest jak poglądowa lekcja perspektywy powietrznej – równina, przecięta stróżką czerwonej rzeki Llobregat, ciągnie się w stronę morza w nieskończonych, coraz jaśniejszych planach. Wzrok przyciągają flankujące panoramę skały, wszystkie w niezwykłym łososiowo-różowym kolorze. Na całym świecie tego typu formacje wyobraźnia ludowa porównuje do postaci ludzkich, części ciała, prawdziwych lub fantastycznych zwierząt. Zastanawiam się, co przypominają mi dziwaczne kształty, które mijam.
O ile z daleka cały masyw Montserrat wygląda tajemniczo i groźnie, o tyle z bliska zaokrąglone skały, wygładzone przez deszcz i wiatr, sprawiają nierzadko groteskowe wrażenie. Różowe, obłe głazy, przecięte żyłkami spękań, wyglądają jak rzucone na trawę gigantyczne płucka. Skalne zlepieńce wznoszące się nad położonym w dwu trzecich wysokości góry opactwem przywodzą na myśl ogromniaste małpoludy, które zastanawiają się, jak przekroczyć budynki stojące im na drodze.
Skały Montserrat stanowiły z pewnością natchnienie dla sławnej, stojącej w centrum Barcelony kamienicy Casa Milà, zwanej „La Pedrera” (kamieniołom), zaprojektowanej przez Antonia Gaudiego, a odznaczającej się obłą falującą fasadą. Z kolei zielony ceramiczny cyprys wyrastający w połowie fasady Sagrada Familia (tegoż architekta) stał się dla mnie bardziej zrozumiały, gdy zobaczyłem cyprysy karkołomnie uczepione pionowych ścian Wyszczerbionej Góry. Dramat form skalnych z Montserrat powtórzył się echem w „konwulsyjnym pięknie” kształtów, jakie na swych płótnach umieszczał inny sławny Katalończyk, Salvador Dalí – chociażby w obrazie „Przeczucie wojny domowej” czy w kompozycjach, na których widnokrąg wieńczą fantastyczne masywy górskie.
W malowniczej scenografii Montserrat w sobotni wieczór 1100 lat temu pilnujący owiec chłopak ujrzał dziwne światło wydobywające się z groty i usłyszał cudowne śpiewy. Zawołał rodziców, by i oni doświadczyli niezwykłego zjawiska. Wezwano księdza z Olesy. Gdy ten ujrzał i usłyszał to samo, co jego poprzednicy, powiadomił biskupa Manresy. Biskup również stał się świadkiem cudu, więc w asyście księdza i pasterzy wkroczył do groty, gdzie znalazł statuę Madonny z Dzieciątkiem. Kazał przewieźć rzeźbę do Barcelony, lecz figurka stawiła niespodziewany opór – stała się tak ciężka, że nikt nie mógł ruszyć jej z miejsca. Uznano więc, że wolą Matki Bożej jest pozostać w Montserrat.
W jaskiniach w pobliżu świętej groty poczęli osiedlać się pustelnicy, zaś benedyktyni wznieśli kościół, który stał się najważniejszym sanktuarium Katalonii. Tutejszy mnich towarzyszył Krzysztofowi Kolumbowi w wyprawie w 1496 roku – dzięki temu jedna z wysp na Małych Antylach ochrzczona została Montserrat, a katalońska Madonna do dziś popularna jest w Meksyku, Chile i Peru.
Pierwszy kościół został zburzony w czasie wojen napoleońskich. Obecną bazylikę zbudowano pod koniec XIX wieku. Chwile grozy sanktuarium przeżyło ponownie w latach 1930., podczas hiszpańskiej wojny domowej, kiedy antyklerykalni republikanie zabili 25 mnichów i splądrowali kościelny skarbiec. Madonnę zdołano wcześniej ukryć.
Legenda mówi, że autorem rzeźby jest sam św. Łukasz. Figurka, wykazująca cechy stylu bizantyjskiego, wygląda jednak na sporządzoną w XII w. replikę. Niewielka rzeźba umieszczona jest za ołtarzem, w pomieszczeniu na piętrze – początkowo trudną ją dostrzec w głębi okienka wybitego w górnej części kapiącego złotem ołtarza. Z tyłu znajdują się schody, którymi sunie kolejka wiernych, by pokłonić się umieszczonej w szklanej gablotce Madonnie – przez wycięty w szkle otwór można dotknąć trzymanego przez Nią w ręce Jabłka Obfitości. Ze względu na karnację Katalończycy nazywają swą patronkę La Moreneta (Czarnulka).

 

 
KWADRANS GROZY
Wjazd do opactwa wagonikiem kolejki funicular trwa piętnaście minut, podczas których przez panoramiczne okna można podziwiać na zmianę urwiska, otchłanie i przepaście.
 

ZASŁUGA INTROLIGATORA

 

Od momentu znalezienia posążku przed jego oblicze zaczęły napływać tysiące wiernych. Pielgrzymi wspinali się prowadzącą do sanktuarium „drogą Anioła” i nocowali na dziedzińcu. Czas oczekiwania na otwarcie kościoła umilali sobie śpiewem i tańcem. Mnisi nie byli tym zachwyceni, gdyż wędrowcy przynosili ze swych stron pieśni o tematyce świeckiej – a bywało, że i frywolnej. Benedyktyni, kierowani cnotą roztropności, nie zabronili śpiewów, lecz do ludowych melodii dopisali pobożne teksty. Skoro pielgrzymi i tak będą śpiewać, niech głoszą przynajmniej cześć La Morenety.
W ten sposób doszło do powstania Czerwonej Księgi – unikalnego zbioru pieśni do melodii wykonywanych pierwotnie przez trubadurów i minstreli średniowiecznej Hiszpanii. Swą nazwę – i przetrwanie do naszych czasów – ten jedyny w swoim rodzaju muzyczny zabytek zawdzięcza pewnej pobożnej duszy, która w 1811 r. postanowiła oprawić manuskrypty w czerwony welwet. Kilka dni później napoleońscy żołnierze splądrowali i spalili opactwo – rękopisy ocalały, gdyż były w oprawie.
Kodeks zawiera 10 pieśni, zarówno monodycznych, jak i polifonicznych. Jordi Savall, kataloński skrzypek, dyrygent i muzyczny „archeolog”, wraz z zespołem Hyperion XX stworzył najciekawszą spośród współczesnych interpretacji tego dzieła. Brzmienie zrekonstruowanych instrumentów smyczkowych, tajemniczych bębnów i kołatek oraz śpiew sopranu i chóru (w języku łacińskim, katalońskim i oksytańskim) przenosi w czasy, kiedy na dziedzińcu opactwa pielgrzymi wznosili pobożne pienia i tańczyli pod rozgwieżdżonym niebem sardanę, a na kamiennych murach wokół tańczyły ich wyolbrzymione, rzucane przez ognisko cienie.

 

 

NIECNY PLAN POBOŻNEGO HEŃKA

 

Montserrat nazwano świętą górą nie tylko za sprawą cudami słynącej Madonny. Według dawnej tradycji tutaj ukryty jest Święty Graal – naczynie lub kielich, z którego pił Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy i do którego podczas Ukrzyżowania krew Zbawiciela zebrał Józef z Arymatei. Rico Góngora w swej książce „Zbezczeszczone opactwo” do historii Świętego Graala dopisuje nieznany dwudziestowieczny epizod. W 1940 roku Hitler odwiedził Hiszpanię, by nakłonić generała Franco do wzięcia udziału w działaniach wojennych po stronie Niemiec. Hitlerowi towarzyszył Heinrich Himmler, który niebawem się od niego odłączył… Prawdziwym celem jego tajnej misji było Montserrat. W stronę Wyszczerbionej Góry wyruszyła kolumna czarnych limuzyn.
Założone przez Himmlera SS było nie tylko elitarną jednostką wojskową, ale także rodzajem ezoterycznego aryjskiego zakonu. Reichsführer Himmler, przez podwładnych zwany złośliwie „der getreue Heini” (pobożny Heniek), był współtwórcą i wyznawcą quasireligii, w której motywy irańskie, hinduskie, tybetańskie i chrześcijańskie stapiały się w pełnym okrucieństwa i mistycyzmu konglomeracie. Bałamutne wierzenia opierał na popularnych w Austrii i Niemczech na początku XX wieku poglądach, łączących naukę z ezoteryką, a tajemnice templariuszy i różokrzyżowców z ideologią rasistowską.
W niemieckim posiadaniu znajdowała się bezcenna relikwia – Włócznia Świętego Maurycego, zwana również Włócznią Przeznaczenia (to jej kopię przekazał cesarz Otton Bolesławowi Chrobremu). Podobno tą właśnie włócznią rzymski żołnierz Longinus przebił bok wiszącego na krzyżu Jezusa. Himmler uważał, że gdy naziści będą mieli w swym ręku obie relikwie, wejdą w posiadanie swoistej Wunderwaffe, a ich armia stanie się niezwyciężona i podbije całą ziemię.
Powodów wyboru Montserrat było kilka, w tym opera Wagnera „Parsifal”, opowiadająca o zdobyciu przez rycerza bez skazy świętego kielicha. Wagner stworzył libretto w oparciu o średniowieczny epicki poemat Wolframa von Eschenbacha, który z kolei wzorował się na dziele Chrétiena de Troyes „Perceval w zamku Graala”. Miejsce przechowywania kielicha, Montsalvat (dziką górę), występującą w tych utworach, utożsamił Himmler z Montserrat, a dodatkowy argument czerpał ze słów ludowej katalońskiej pieśni, mówiącej o ukrytym właśnie tam „źródle życia”.
Opat klasztoru, Antonio Marcet, do którego dotarła już zła sława Himmlera, do jego przyjęcia wyznaczył znającego język niemiecki młodego mnicha, Andreu Ripola. Dziś leciwy ojciec Ripol przebywa w ośrodku dla księży emerytów pod Barceloną i to z jego wspomnień korzystał Góngora, pisząc „Zbezczeszczone opactwo”. Himmler zażądał wpuszczenia swych podwładnych do podziemi sanktuarium, a sam począł buszować w klasztornej bibliotece, próbując z „pyłu ksiąg” odgadnąć miejsce przechowywania relikwii.
Jednak kodeksy i zetlałe manuskrypty odmówiły współpracy, mnisi zachowali zalecane przez regułę milczenie, a góra Montserrat nie ujawniła swej tajemnicy – więc misja „pobożnego Heńka” spełzła na niczym. Nic dziwnego – Święty Graal pozwoliłby się odnaleźć jedynie rycerzowi bez skazy. W międzyczasie fiaskiem zakończyły się rozmowy Hitlera z generałem Franco. Hiszpański dyktator odmówił przyłączenia się do działań wojennych III Rzeszy, a Hiszpania do końca wojny pozostała neutralna.
Nad Montserrat zapada zmierzch. Kiedy ostatni raz patrzę na górę z okna odjeżdżającego pociągu, zachodzące słońce wyostrza jej poszarpane kontury. Wysmukła samotna skała pośrodku masywu przypomina skierowany w niebo palec – palec, który przyłożony do ust i widniejący w klasztorach nad wejściem do klauzury oznacza milczenie (Silentio). Z zacienionych przełęczy podnoszą się błękitne pasma mgły, a wielka chmura powoli zakrywa wyszczerbiony masyw, jakby otulała go całunem nieprzeniknionej tajemnicy.



wstecz
Podziel się!


Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
Probier Leasing
sp. z o.o. sp. k.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk