Aktualny numer / Wrzesień 2018

Jesteś tutaj: Strona głównaAktualny numer - Wrzesień 2018

Tekst:      Jerzy Nowiński
Zdjęcia:  Jerzy Nowiński, shutterstock

Fantastyczne zwierzęta i jak je znalazłem


Tagi:

Gdy podróżujemy po świecie, szukamy pięknych widoków, historii, ciekawych ludzi. Możemy poznać inną kulturę, smak egzotycznej kuchni albo... zrobić coś odrobinę innego. Na przykład „upolować” naprawdę niesamowite zwierzę. Gwarantuję, że do sukcesu potrzeba tylko trzech rozdziałów dobrego poradnika i jednego biletu do Australii!

 

Rodzina Marsupialia z rzędu dwuprzodozębowców liczy ponad 50 gatunków i jest endemiczna dla australijskiej krainy zoogeograficznej. Osobniki wchodzące w jej skład charakteryzują się zróżnicowaną masą ciała, od około kilogramowych filanderów po liczące 90 kg Macropus giganteus. Zajmują czwarte miejsce na liście najbardziej morderczych zwierząt Australii, a dla uśmiercenia człowieka są w stanie poświęcić życie.
 
CZAJĄ SIĘ W GRAMPIANACH
Ten położony na południu Australii park narodowy to piękne widoki, ale uwaga na jazdę po zmroku! Są tu również stada żądnych krwi kangurów.
 
KICK-BOXING
Kangurze treningi sztuk walki obejmują również sekretne techniki stania na ogonie.
 
PATRZ NA ZNAKI, UWAŻAJ NA PTAKI
Wielkie kazuary, które w ataku furii potrafią zabić? Teoretycznie tak, ale to one padają ofiarą samochodów i zdziczałych psów.
 

MACROPODINAE

 
Znowu je widziałem! Dwa ogniki wpatrzonych we mnie ślepi na krótką chwilę rozświetliły ciemność. Ostatnimi siłami trzymam kierownicę, ale zmęczenie coraz bardziej daje się we znaki... Aaaa!!!
Walę po hamulcach i odskakuję na pobocze. Serce bije mi jak oszalałe – o mały włos byłoby po mnie. Jeszcze metr, a zostałbym kolejną ofiarą szalonego kangura!
Australia jest pełna wszystkiego, co gryzie, żądli i parzy, jednak według statystyk za największą liczbę zgonów odpowiadają kolejno: konie, krowy, psy i kangury. Przy czym mordercze skłonności torbaczy ujawniają się najczęściej przed świtem lub tuż po zachodzie słońca, kiedy niczym nasze sarny beztrosko rzucają się pod koła nadjeżdżających samochodów (podobno trawa rosnąca na poboczu smakuje najlepiej). Trudno przewidzieć moment, w którym wtargną na szosę, a zderzenie z nimi może być bardzo niebezpieczne. Właśnie z tego powodu na australijskiej prowincji zderzaki w autach wzmacnia się stalowym pancerzem. Obite blachą pojazdy wyglądają przez to niczym z filmowego „Mad Maxa”, który nie przez przypadek kręcono w tych okolicach.
Zwiedzając Australię za dnia, nawet przez tydzień możemy nie spotkać żadnego „skikacza”. Jednak wystarczy, że słońce schowa się za horyzontem, i na żer wychodzą całe kangurze rodziny. Właśnie ten moment jest najlepszy, jeśli chcemy je zobaczyć – naprawdę warto. Muszę przyznać, że pomimo łatki szkodnika wiodą prym na mojej liście najfajniejszych zwierzaków kontynentu. Malutkie walabie, kangury szare czy olbrzymie – wszystkie są wspaniałe. Godzinami można patrzyć, jak skaczą, pasą się na trawie bądź urządzają profesjonalne walki kick-boxingu. No i oczywiście zawsze jest ten pierwszy raz, kiedy uda nam się zobaczyć łepek malca wychylającego się z maminej torby.
Jak znaleźć? Przy poszukiwaniu dzikich (również fantastycznych) zwierząt naszym największym sprzymierzeńcem będą: budzik, kawa, no i ewentualnie latarka. Tak radzą zawodowi tropiciele z nepalskiej dżungli, afrykańscy przewodnicy, pani opiekująca się australijskim kempingiem oraz ja! Sen odkładamy na później – jeśli chcemy zobaczyć żyjące na wolności zwierzaki, na łowy powinniśmy wybrać się jeszcze przed świtem bądź tuż po zachodzie słońca.
 

CASUARIUS CASUARIUS

 
Kazuar hełmiasty jest drugim co do wielkości ptakiem na kuli ziemskiej i jednym z najbardziej niebezpiecznych zwierząt Australii. Kolorowe, niebiesko-czerwone ubarwienie skóry oraz wysoka narośl, „hełm”, to charakterystyczne cechy tego nielota. Wysoki na ponad 160 cm, potrafi ważyć do 85 kg, a jego główną bronią jest 12-centymetrowy pazur na łapie, którym w sytuacjach zagrożenia kopie swoich przeciwników.
– Jeśli chcesz zobaczyć kazuara, zapraszamy na naszą wycieczkę z przewodnikiem. Za dwa dni zbiera się grupa, a koszt to tylko 50 dolarów.
– Rozumiem, ale jak już mówiłem, jutro wyjeżdżam z Mission Beach i chciałbym znaleźć go na własną rękę.
– W takim razie możesz pójść na plażę. Tylko pamiętaj, żeby nie skręcać w lewo przy strumieniu, bo możesz wpaść na krokodyle.
Wspominam rozmowę, którą wczoraj odbyłem z recepcjonistą hostelu, i dochodzę do wniosku, że chyba wyprowadził mnie w pole. Zbliża się 5.30, słońce zaczyna wychylać się znad horyzontu, a nielota ani widu, ani słychu. Może od tej dziewczyny dowiem się czegoś więcej?
– Przepraszam, chciałbym ci zadać jedno dziwne pytanie: wiesz może, gdzie w okolicy znaleźć kazuary? Słyszałem, że mogą chodzić brzegiem oceanu.
– Kazuar na plaży? Mieszkam tu od 10 lat i jeszcze żadnego nie widziałam. Nie wiem, skąd masz tę informację, ale jeśli się pośpieszysz, czasami można zobaczyć jednego na trasie do pobliskiej szkoły podstawowej. Tylko uważaj, w drodze na parking musisz skręcić w prawo, bo inaczej natkniesz się na krokodyle!
Kazuary rzeczywiście znajdują się na liście najniebezpieczniejszych zwierząt Australii, choć istnieje tylko jeden udokumentowany przypadek, w którym pozbawiły kogoś życia (w 1926 r. od uderzenia pazurem zmarł 16-letni chłopak). Co więcej, ostatnio to one padają ofiarą cywilizacji. Kiedyś na kontynencie nie miały naturalnych wrogów i swobodnie wyjadały spadające na ziemię owoce, dziś giną w wypadkach drogowych lub są atakowane przez dzikie psy, które w stadzie potrafią zagryźć ich młode. Na szczęście wciąż mamy szansę wypatrzyć dostojną sylwetkę tego pięknego nielota – wystarczy się postarać!
Największą przeszkodą w poszukiwaniu kazuarów jest dżungla, w której żerują. Ze względu na gęstą roślinność widoczność nie przekracza tam półtora metra, a to znacznie utrudnia wszelkie poszukiwania. Dodatkowo nie mamy do czynienia z pociesznym kangurem, tylko z niebezpiecznym zwierzęciem, które potrafi uparcie śledzić swoją ofiarę (najczęściej z czystej ciekawości) albo kopnąć zbliżającego się intruza. Zresztą właśnie dlatego przy kontaktach z kazuarami dla ochrony zaleca się noszenie plecaka na klatce piersiowej. Wystarczy wyobrazić sobie spacer wąskim, liściastym tunelem, kiedy z jednej strony chcemy trafić na wielkiego bojowego ptaka, a z drugiej... niekoniecznie.
Mojego nielota nie odnalazłem jednak ani w lesie deszczowym, ani na plaży, tylko na trasie prowadzącej do wspomnianej szkoły podstawowej. Dostrzegłem go w momencie, w którym rozpoczynał oględziny rozjechanego kangura. Ciekawski kazuar wyszedł na środek drogi, dokładnie obejrzał szczątki i jak gdyby nigdy nic, rozpłynął się w zaroślach.
Jak znaleźć? Tropienie dzikich zwierząt na chybił trafił przypomina szukanie igły w stogu siana. Nawet o świcie nie uda nam się spotkać emu w miejscu, w którym go po prostu nie ma. Dlatego warto przejrzeć dostępną literaturę, wstępnie namierzyć obszar występowania danego gatunku, a już na miejscu wypytać autochtonów lub innych „łowców” o konkretną lokalizację zwierzyny.
 
 
DZIKI I ZŁY
Wombaty potrafią obezwładnić urokiem, czarnymi oczami i prześlicznym futerkiem.
 
PÓJDZIEMY NA ŁÓW
Autor wypatruje kolejnej „zdobyczy” w Parku Narodowym Wilsons Promontory.
 
NAUKA OD NAJLEPSZYCH
Koledzy z Australii (po lewej) uczą autora właściwej techniki skoku.
 

VOMBATUS URSINUS

 
Wombat tasmański, torbacz z rodziny wombatowatych (Vombatidae) z wyglądu przypomina małego niedźwiadka. Ma krępą budowę ciała, okrągłą głowę, zredukowany ogon i jednolitą, brązowoszarą sierść. Mierzy lekko ponad metr, jego waga waha się między 20 a 35 kg. Występuje na południowo-wschodnim krańcu Australii oraz, jak wskazuje nazwa, na Tasmanii.
Łup! Porwana wiatrem gałąź z impetem spada na ścieżkę. Powoli dochodzę do wniosku, że muszę się stąd ewakuować. Jeszcze kilka godzin temu pomysł poszukiwania wombata wydawał się całkiem sensowny. Teraz zbliża się wieczór, jestem sam w australijskim Parku Narodowym Wilsons Promontory, a wiatr coraz bardziej przybiera na sile. Pędzę przed siebie w nadziei, że żadne drzewo nie spadnie mi na głowę i...
Stop! Nie wierzę, dosłownie nie wierzę, praktycznie przy samej ścieżce z krzaków wyściubił nos mały, rozkoszny niedźwiadek. Rzucam się po aparat, ale coś nie gra – padła bateria. Zaraz, w plecaku powinienem mieć zapasową kamerę. Jest! Szybko strzelam dwa zdjęcia i mogę zająć się moją zdobyczą. Z bliska jest po prostu uroczy. Malutki, puchaty miś z szerokim noskiem, który nie robi sobie nic z mojej obecności. Wokoło wyje wiatr, zaczyna padać, a ja z wielkim trudem staram się opanować. Resztką woli powstrzymuję wyciągniętą rękę. Nie mogę tego zrobić, to nie w porządku... Przecież nie wolno głaskać dzikich wombatów!
Podobnie jak wiele innych uroczych zwierząt Australii, również i wombaty zostały uznane za szkodniki, co znacznie przyczyniło się do zmniejszenia ich populacji. Ponadto, w związku ze skłonnością do wieczornych spacerów, często giną pod kołami rozpędzonych samochodów. Pierwszego torbacza z tej rodziny zobaczyłem, jak leżał potrącony na poboczu drogi, a w trakcie nocnej jazdy przez Wilsons Promontory kilkukrotnie musiałem hamować przed „misiami”, które radośnie przebiegały przez jezdnię.
Jeśli chcemy nawiązać bezpośredni kontakt z wombatami i nie wystarcza nam widok rozpływającego się w krzakach cienia, będziemy musieli się sporo naszukać. Głównym problemem jest tryb życia tych torbaczy. Należą one do roślinożerców, które ponad pół doby spędzają w wykopanych przez siebie norkach (jeden osobnik może ich mieć nawet 10) i dopiero nocą wyruszają na poszukiwanie korzonków. Warto wspomnieć, że choć zwykle są spokojne, te dzikie torbacze w obronie własnej mogą szarżować! A nawet podciąć nogi swojego przeciwnika – co w większości przypadków jest szczytem możliwości tych maluchów.
Jak znaleźć? Niekiedy na nic zda się nasz wywiad, wybór właściwego miejsca i czasu. Możemy przelecieć pół świata, przygotować cały sprzęt i spędzić trzy dni w środku buszu tylko po to, żeby zobaczyć kilka wróbli. Na tym polega magia „polowania” na dzikie zwierzęta. Jeśli chcemy mieć pewność, wystarczy iść do zoo, dla chcących oglądać żyjące na wolności wombaty zostaje nadzieja na łut szczęścia! 
Australia jest pełna niesamowitych zwierząt. Gigantyczne pająki, pingwiny, krokodyle czy rozczochrane strusie emu, wszystkie na swój sposób są interesujące. Jednak ja zakochałem się w dwóch gatunkach torbaczy i wielkim kolorowym ptaku. Każdy z nich ma w sobie coś unikalnego. Gracja, z jaką skaczą kangury, egzotyczny charakter kazuarów i urokliwa nieporadność wombatów przyciągnęły mnie z niesamowitą siłą. Czas spędzony na ich tropieniu był również szkołą zasad rządzących światem przyrody. Kiedy i gdzie spotkać dany gatunek, czy warto się śpieszyć, a może zawczasu należy wypytać o wszystko lokalnych mieszkańców. Na szczęście wystarczy tylko kilka prostych reguł i delikatny uśmiech losu, żeby każdy mógł znaleźć swojego fantastycznego zwierzaka. 
 
 
CISZA PRZED
Patrząc na przepiękne niebo, aż trudno uwierzyć, że chwilę później nad plażę w parku Wilsons Promontory nadciągnęła burza.
 

 



wstecz
Podziel się!

Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
Probier Leasing
sp. z o.o. sp. k.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk