Numer / Listopad 2006

Jesteś tutaj: Strona główna › Numer Listopad 2006

Tekst:      Dawid Juraszek

Guilin

Chińska perła


Tagi: Dawid Juraszek , Listopad , ZA DARMO , 2006 , Guilin , Chiny , Azja

Podczas zwiedzania Chin nie można się wprost opędzić od padających z ust miejscowych przewodników i towarzyszy podróży określeń: „To jest najpiękniejsze / największe / najstarsze na świecie”. Nigdzie w Państwie Środka podobne peany nie są bliższe prawdy niż w Guilin. Pierwsze chwile po opuszczeniu pociągu czy autokaru nie zapowiadają większych atrakcji. Zamiast woni osmantusa, zwanego też lotosem japońskim, od którego Guilin bierze swoją nazwę, czujemy spaliny wszechobecnych motocykli. Masywna, socrealistyczna architektura,urozmaicona tu i ówdzie chińskim daszkiem czy lampionem, po wszystkim tym, co o bajecznych pejzażach Guilin przeczytaliśmy, rozczarowuje. A jednak miasto stara się, jak może, by to wrażenie zatrzeć. Miejskie piętrowe autobusy kabriolety (niektóre z nich darmowe) pozwalają pasażerom sięgnąć wzrokiem ponad głowami i samochodami ku roztaczającym się w perspektywie ulic krajobrazom. Wokół położonych w obrębie miasta wzgórz na spacerowiczów czekają parki. Szyldy restauracji serwujących potrawy wielu kuchni świata rzucają się zewsząd w oczy. Uliczni straganiarze zachwalają egzotyczne owoce. Supermarkety zaspokajają potrzeby przybyszów przyzwyczajonych do zachodnich towarów. Hotele i hostele otwierają swe podwoje dla turysty z grubym portfelem i wędrowca z plecakiem, a biura podróży mają w ofercie wszystkie wycieczki, jakie tylko można sobie wymarzyć, bowiem cały region to niewyczerpana skarbnica turystycznych atrakcji.
 

 

Ten pejzaż...

 

Chińskie malarstwo i poezja od stuleci czerpały inspirację z krasowego pejzażu okolic Guilin. Powstanie tych formacji datuje się na czterysta milionów lat temu, kiedy to na dnie morza gromadziły się osady wapienne. Wytworzone w ten sposób skały wypiętrzyły się około stu osiemdziesięciu milionów lat temu. Poddane działaniu wody i powietrza zaczęły ulegać erozji, która nadała im dzisiejsze niezwykłe kształty. Od zamierzchłej przeszłości prowincja Guangxi była dla Chińczyków Han regionem egzotycznym, zamieszkanym przez ludy barbarzyńskie i buntownicze. Przez wiele wieków władzę cesarską trzeba było utrzymywać siłą. Dziś żyje tu aż dwadzieścia osiem mniejszości narodowych, z których najliczniejsza, Zhuang, użyczyła prowincji oficjalnej nazwy: Autonomiczny Region Guangxi Zhuang.
Prymitywne kultury istniały tu już przed tysiącami lat, ale cywilizacja przyszła dopiero z najazdem Chińczyków w III wieku p.n.e. Dzisiejsze znaczenie Guilin ma swój początek w dalekowzrocznej polityce pierwszego cesarza dynastii Qin (lata 221-206 p.n.e.), Shi Huangdi. To z jego inspiracji wykopano kanał Ling, umożliwiający mniejszym statkom przepłynięcie z Jangcy na północy do Rzeki Perłowej na południu. Guilin szybko stało się ważnym węzłem handlowym i komunikacyjnym na trasie z Chin środkowych do Kantonu nad Morzem Południowochińskim.
W 1647 roku zwolennicy podbitej dynastii Ming (lata 1368-1644) uczynili z Guilin ostatni punkt oporu przeciwko mandżurskim najeźdźcom, założycielom dynastii Qing (trwała do 1911 roku). Słynące z produktów rolnych i rękodzieła Guilin po proklamowaniu Chin Ludowych w 1949 roku zostało rozbudowane i przekształcone w duży ośrodek przemysłu maszynowego, chemicznego i papierniczego.
Dziś, kiedy produkcja przeniosła się na wschodnie wybrzeże, Guilin stawia na nowoczesną uprawę (m.in. ryżu, bambusa, trzciny cukrowej i cytrusów), a przede wszystkim na turystykę. Według różnych źródeł rocznie odwiedza miasto od sześciu do dziewięciu milionów turystów, z czego ponad milion to obcokrajowcy.

 

 

Dniem i nocą

 

Prawdopodobnie najpopularniejszym miejscem w mieście Guilin jest Skała Trąby Słonia i otaczający ją park. Niezwykły otwór w skale zwany jest Grotą Księżyca w Wodzie.  Nieopodal czekają łodzie napędzane bambusowym drągiem; można je wynająć na krótki rejs ku grocie. Z kolei wzgórze Fubo szczyci się jaskinią z buddyjskimi płaskorzeźbami i inskrypcjami oraz ważącym dwie i pół tony dzwonem i kotłem dla tysiąca biesiadników z XVII wieku. Przed parkiem Fubo stoi długi rząd straganów, na których można się zaopatrzyć w pamiątki po stosunkowo rozsądnych cenach. Wieczorami Guilin przeistacza się z bezbarwnego molocha w kolorową i inspirującą metropolię. Na głównym deptaku zaczyna się targ. Setki straganów z rzeźbami, obrazami, tradycyjnymi ubiorami, monetami i biżuterią zapewnią rozrywkę na co najmniej godzinę. Przy deszczowej pogodzie (o którą w klimacie podzwrotnikowym nietrudno) zaprawieni w bojach chińscy turyści potrafią zbić wyśrubowane ceny nawet dziesięciokrotnie. Tu też najczęściej spotyka się turystów zagranicznych. Poznaje się ich już z daleka po krótkich spodenkach, których Chińczycy nie noszą prawie nigdy. Kiedy targ się nam znudzi, można ruszyć do któregoś z parków. Niezgrabne budynki nikną w ciemności, a barwione reflektory (władze miasta nie oszczędzają na elektryczności) eksponują piękno pagód, pawilonów i skał. Nocne rejsy po rzekach i kanałach przecinających Guilin są urozmaicane śpiewami i grą na tradycyjnych instrumentach. W okolicy nie brakuje jaskiń, choć nie wszystkim zwiedzającym w smak idą neony i światłowody, wypełniające groty kakofonią barw. Najpopularniejsza Jaskinia Trzcinowej Fujarki, zwana Naturalnym Pałacem Sztuk, położona jest zaledwie siedem kilometrów od centrum miasta. Można do niej dojechać darmowym autobusem. Miasto Guilin to świetny punkt startowy do zwiedzania mniej znanych a wartych poznania miejsc. Wioski mniejszości narodowych, od niedawna udostępnione turystom, dają szansę obserwacji życia  niechińskich mieszkańców państwa środka. Na wycieczkowiczów czekają liczne kompleksy świątynne, grobowce, wiszące mosty, gorące źródła i jaskinie, a na amatorów aktywnego wypoczynku spływy kajakowe i ściany wspinaczkowe. Sto kilometrów od Guilin, w powiecie Longsheng, pośród tarasowych pól ryżowych, leży wioska Longji. Tarasy, sięgające 850 metrów ponad poziom morza, zaczęto budować jeszcze za mongolskiej dynastii Yuan (XIII-XIV wiek). Do dziś uprawia się tam ryż. Na wiosnę woda, w której tkwią sadzonki, odbija niebo, zaś po zbiorach tarasy przybierają zielonożółtą barwę. Niezwykła jest harmonia tego wytworu rąk ludzkich i górzystego krajobrazu. Kobiety z Longji słyną z długich włosów, których nigdy nie ścinają. Za opłatą rozplatają dla turystów zawoje i dumnie prezentują pasma sięgające samej ziemi.

 

 

Kras w pełnej krasie

 

Większość z turystów przybywa jednak do Guilin głównie po to, by odbyć rejs po rzece Li (Lijiang) do położonego kilkadziesiąt kilometrów na południe Yangshuo. To tam znajduje się ponad dwadzieścia tysięcy wzgórz krasowych, noszących wymyślne nazwy, jak Skała Dziewięciu Koni, Szczyt Trących się Kamieni Młyńskich, Pięć Tygrysów Pożerających Owcę, Pagórek Młodego Uczonego czy Wspinający się żółw. To właśnie ten krajobraz, obok dachów o zakrzywionych narożnikach i Wielkiego Muru wijącego się pośród wzgórz, to często główne składniki wyobrażenia o pięknie Państwa środka, jakie ma przeciętny turysta. Sam rejs można z grubsza podzielić na trzy odcinki: z Guilin doliny Huangniu, następnie do wioski Shuiluo, a stamtąd do Yangshuo. Całość to ponad 80 kilometrów drogi wodnej. Odcinek środkowy to wizytówka regionu i kwintesencja krajobrazu Guilin. Warto zaopatrzyć się w kiść soczystych owoców i zapasowe baterie do aparatu. Po obu stronach rzeki wznoszą się ściany skalne wyżłobione milionami lat działania wody oraz fantazyjne wzgórza, pokryte soczyście zieloną roślinnością. Pomiędzy nimi rozpościerają się połacie bujnych drzew i krzewów. Rzeka żyje. Na brzegu wieśniaczki piorą ubrania sposobem naszych praprababek, czyli uderzając w nie drewnianymi pałkami.
Prócz łodzi wycieczkowych po Lijiang suną bambusowe łódki autochtonów. Jedni płyną na połów, inni przeprawiają siebie i swój dobytek na drugi brzeg. Chybotliwe pokłady zapełniają kosze z owocami, worki o nieustalonej zawartości i rowery. Przy brzegach swoje zwaliste cielska nurzają w odmętach bawoły. Zwierzęta nie tylko szukają ochłody – dno rzeki porastają wodorosty, widać bardziej pożywne niż trawa. Pomimo inwazji turystów mieszkańcy nadbrzeżnych wiosek żyją jak ich przodkowie. Przy odrobinie szczęścia natknąć się można na rybaka łowiącego z trenowanymi kormoranami. Ptakom tym zakłada się na szyje obręcze. Nie mogąc przełknąć zdobyczy, kormorany posłusznie oddają połów właścicielowi. Obecność łodzi  rybackich w miejscach najchętniej odwiedzanych przez turystów każe jednak przypuszczać, że rybacy bardziej chyba niż na rybach obławiają się na  wycieczkowiczach z aparatami fotograficznymi. Z wypadami do wiosek trzeba uważać, zwłaszcza jeśli nie przepadamy za silnymi wrażeniami. Takowych dostarczyć może wieśniaczka podrzynająca przed domem gardło kaczce czy wystawione w klatkach gryzonie i węże – przysmak koneserów. Poza tym jednak guilińskie wioski, choć często porażające ubóstwem, to oaza spokoju, gdzie dzieci biegają w towarzystwie psów i kur po spękanej drodze na tle zielonożółtych wzgórz, a wzdłuż poboczy rosną drzewa uginające się pod ciężarem owoców. To wszystko razem składa się na pejzaż zachwycający, poruszający i zapadający w pamięć. Jego piękna nie jest w stanie zepsuć nawet pogoda, nader często pochmurna i deszczowa. Mgła snująca się pośród skał dodaje tylko wzgórzom i skałom aury tajemniczości. Rejs, zależnie od preferencji i zasobności kieszeni statkiem wycieczkowym lub prywatną łodzią, może trwać nawet kilka godzin. Osoby o słabych żołądkach powinny wziąć pod uwagę, że im mniejsza łódka, tym mocniejszych wrażeń dostarczają przepływające większe jednostki, których na Lijiang nie brakuje.

 

 

U kresu rejsu...

 

...czeka nas Yangshuo, o połowę mniejsze od półmilionowego Guilin i zdecydowanie bardziej tchnące turystyczną atmosferą. Oficjalna historia Yangshuo zaczyna się za panowania dynastii Sui (lata 581-618), kiedy to miasto zostało siedzibą powiatu. Mimo to do dziś ma w sobie coś z wiejskiej atmosfery. Na ulicach nie brakuje chłopów w stożkowych kapeluszach, dźwigających dwojaki z bananami, mandarynkami, liczi i innymi owocami, ruch uliczny reguluje się sam, a nadbrzeżne tarasy oferują spokój nieosiągalny w nieodległym Guilin. Gwoździem programu zwiedzania Yangshuo jest ulica Zachodnia (ang. West Street, chiń. Xi Jie).
Architektura tego zakątka łączy styl chiński z europejskim. Mieszka tu kilkudziesięciu obcokrajowców, z których wielu prowadzi restauracje i sklepy. Odsetek międzynarodowych małżeństw jest w Yangshuo ponoć najwyższy w całych Chinach. Xi Jie to najlepsze miejsce, by sprawić sobie regionalną pamiątkę. Na szczególną uwagę zasługują tradycyjne obrazy i zwoje, czarno-białe i kolorowe, przedstawiające okoliczne pejzaże. Nie zawiodą się turyści uzależnieni od wysokiego poziomu adrenaliny – emocje gwarantuje trudny rytuał dobijania targu. Popularność ulicy powoduje, że sprzedawcy nie są skorzy do spuszczania z ceny, ale dzięki strategii i uporowi może się nam udać uszczknąć co nieco z wygórowanych stawek. Warto też zatrzymać się przy straganach ze słodyczami. Specjałów, na przykład piekących cukierków imbirowych, można pokosztować przed zakupem. Rejs po Lijiang i spacer po Ulicy Zachodniej nie wyczerpują turystycznej oferty regionu. Yangshuo warto potraktować jako bazę wypadową wycieczek do dopływów Lijiang,  tysiąctrzystuletniego drzewa figowego czy najpopularniejszych szczytów, takich jak dziurawe Wzgórze Księżycowe, na które jeszcze niedawno można się było wspinać, a które dziś wolno tylko podziwiać z oddali.

 

 

Świadectwa piękna

 

Guilin i okolice odwiedziło wiele sławnych osobistości, nie szczędząc przy okazji pochwał dla wyjątkowego piękna krajobrazu. Prawie wszystkie materiały reklamowe zawierają wybór cytatów. Oto garść najbardziej charakterystycznych komentarzy: Henry Kissinger, amerykański sekretarz stanu, powiedział w roku 1979: "Zanim tu przybyłem, myślałem, że chińskie malarstwo krajobrazowe jest tylko wytworem romantycznej wyobraźni artystów. Teraz, kiedy na własne oczy ujrzałem pejzaż Guilin, wiem, że oddaje ono rzeczywistość”.
Prezydent USA Richard Nixon podczas swej wizyty w roku 1976 wyznał:  „Odwiedziłem z żoną ponad  osiemdziesiąt krajów świata i ponad sto miast, i mogę powiedzieć z całą pewnością, że żadne z tych miejsc nie dorównywało pięknem Guilin. Teraz rozumiem, co mieli na myśli moi chińscy przyjaciele, kiedy mówili, że Guilin jest niczym jaśniejąca perła osadzona w ogromie Chin”. A dawny prezydent Wietnamu Ho Szi Min w roku 1961 dał wyraz swojemu zachwytowi, mówiąc: „Krajobraz Guilin jest najpiękniejszy na świecie. Jest jak cudowny wiersz zaklęty we wspaniałym obrazie, jak cudowny obraz zaklęty we wspaniałym wierszu”.



wstecz
Podziel się!


Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
Probier Leasing
sp. z o.o. sp. k.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk