Teksty autora Marcin Kołpanowicz

Jesteś tutaj: Strona głównaAutorzyTeksty autora

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,

    Słońce nad Gudhjem, czyli jajko na śledziu

    Tekst o Bornholmie mógłby wyglądać tak:
    Morze, morze, morze… (powtórzone sto razy)
    Niebo, niebo, niebo… (powtórzone sto razy)
    Zieleń, zieleń, zieleń… (powtórzone sto razy)
    Do tej wyliczanki należałoby jeszcze dodać spokój, ciszę i relaks. Niestety, redakcja miesięcznika Poznaj Świat nie zamieściłaby tego.
    Lojalnie więc uprzedzam, że poniższy zdyszany galop słowny jest w swej istocie zaprzeczeniem niespiesznego rytmu nadającego tempo życiu na Bornholmie.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Kraina Uśmiechu

    Przybysza, który wysiada z samolotu na lotnisku Bole w Addis Abebie, wita aromat Etiopii: mieszanka zapachu rozgrzanych ziół sawanny, liści eukaliptusa, pikantnej przyprawy berberi, świeżo palonej kawy, dymu kadzidła, źle wyprawionej skóry i dalekich ognisk. Ten aromat wyczuwa się wszędzie: na ulicach stolicy (nawet mimo spalinowego smogu), na drogach i bezdrożach prowincji, w sklepach, domach i kościołach.

     

  • Afryka Etiopia
    Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Wyspa skarbów

    Jezioro Tana

    O jeziorze Tana trudno powiedzieć coś pewnego. Nikt nie wie, ile jest na nim wysp, bo ich liczba zależy od poziomu wody. Samo jezioro ma około 84 km długości i około 66 km szerokości – ale liczby te również nie są stałe, gdyż ulegają sezonowym zmianom. Pewne jest tylko, że jego wody mają piękny, oliwkowozielony kolor. I że wypływa z niego Nil Błękitny.
    Na jedenastu spośród jego nie-wiadomo-ilu wysp znajdują się kościoły i klasztory ortodoksyjnego autokefalicznego kościoła etiopskiego. Ale czy można dać wiarę starej abisyńskiej legendzie, która mówi, że na wyspie na jeziorze Tana zatrzymała się Matka Boska podczas ucieczki do Egiptu? Z pewnością nie była to jedna z tych dwóch wysp, na które wstęp kobietom jest wzbroniony. Tam atmosfera jest prawdziwie mistyczna.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Być jak Salvador Dali

    Muzeum zaprojektowane i urządzone przez Salvadora Dalego w Figueres samo w sobie jest dziełem sztuki – największym na świecie obiektem surrealistycznym. Przypomina powieść szkatułkową, w której umieszczono krótsze opowiadania, złożone z jeszcze krótszych epizodów. Figueres (bo taka jest oryginalna, katalońska nazwa miasta) byłoby nudną dziurą, gdyby na jego rynku w lustrzanym stalowym walcu nie odbijał się anamorficzny, ozdobiony parą sterczących wąsów, portret Dalego; gdyby niepokojąca rzeźba z przedziurawionym torsem (pomnik Newtona) nie wyrastała niespodziewanie na skrzyżowaniu wąskich ulic. Gdyby wreszcie najszersza z nich nie nosiła nazwy Avinguda de Salvador Dali.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Jedz, módl się, tańcz

    Sewilla tonie w pomarańczach – rosną wszędzie, począwszy od Patio de los Naranjos (Dziedzińca Pomarańczowego) przed Katedrą, poprzez szerokie bulwary, ulice, parki, po zacienione patia i wąskie zaułki. Drzewek jest w mieście 25 tysięcy, a owoców – miliony. Ale nikt ich nie zrywa, nikt nie zjada. Czyżby Hiszpanie nie lubili pomarańczy? Spróbowałem i wyplułem – suchy, kwaśny miąższ, gorszy od spróchniałej cytryny.

    W Sewilli celowo sadzi się niesmaczną odmianę pomarańczy, by przez cały rok mogła pełnić funkcję dekoracyjną. Różni się ona od jadalnych odmian nadprogramowym wąskim listkiem rosnącym wzdłuż szypułki łączącej liść z gałęzią. Owoce zbiera się raz w roku, w grudniu lub styczniu, i wyrabia z nich marmoladę. Ale tej Hiszpanie także nie jedzą...

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,

    Oliwkowozłota Andaluzja

    Dojeżdżam do Cooperativa Santa Teresa – Spółdzielni Świętej Teresy, zrzeszającej lokalnych wytwórców oliwy. Z Hiszpanii pochodzi niemal połowa jej światowej produkcji, a z samej Andaluzji – trzy czwarte produkcji hiszpańskiej. Będę się nią delektował, jak winem.

     

    Autostrada z Sewilli do Kordoby to prawdziwa droga kwiatów: dwie jezdnie oddzielone są nie trawnikiem, a bujnymi krzewami różowych oleandrów i czerwonych bugenwilli. Po obu stronach widać sady oliwne. Niekończące się rzędy drzewek pokrywają regularnym szrafunkiem łagodne wzgórza. W Fuentes de Andalucía opuszczam autostradę i zajeżdżam do Osuny – miasta, które na pozór wydaje się niczym specjalnym nie wyróżniać.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Barcelona Gaudíego i Zafóna

    Nad kościołem operują dwa potężne dźwigi, wewnątrz słychać stuk młotów, odgłos ciętego i szlifowanego kamienia. Choć świątynia nie jest jeszcze gotowa, była już obiektem ataku zamachowca, który w 2011 roku wzniecił pożar w kaplicy adoracji.

    Najbardziej udany z całej powieści o Barcelonie jest tytuł: „Cień wiatru”. Pomysł z Cmentarzem Zapomnianych Książek w pierwszym rozdziale też się Carlosowi Ruizowi Zafónowi udał, ale im dalej, tym gorzej. Sprzedane w milionach egzemplarzy, napisane dziewiętnastowieczną manierą czytadło, stało się jeszcze jednym wabikiem na turystów. Jednak główny magnes Barcelony to Antonio Gaudí. Niewiele jest miast, którym tak silne piętno nadał jeden człowiek. Ale też nie było dotąd katedry zaprojektowanej w całości przez pojedynczego twórcę.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Szkicownik z Orientu

    Tutaj rządzi fantazja i kaprys. W marokańskich sprzętach, ubiorze i biżuterii obecne są zmysłowość, obietnica i przepych, ale czają się też pokusa, intryga i podstęp.

    Na ścianie restauracji w Bin El Oudaine naiwny fresk: pustynia, palmy, wielbłądy. I napis po arabsku i francusku: „Timbuktu – 52 dni”, który świadczy o konieczności ścisłego przestrzegania przez karawany harmonogramu podróży. A przy okazji – o reżimie oszczędzania wody. Musiało jej wystarczyć dla ludzi i zwierząt przez dokładnie określony czas do następnej oazy.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,

    Mind the gap

    Zmysł estetyczny Anglików wzbudza podziw: z przedmiotów, które w innych krajach są po prostu banalne, tutaj uczyniono arcydzieła codzienności – tak, jak londyńskie piętrusy czy taksówki. Inne gadżety miejskiego pejzażu to, występujące solo, parami lub w czteropakach, budki telefoniczne oraz, przypominające ogromne puszki na herbatę, skrzynki pocztowe. Te są jednak na wymarciu: budki telefoniczne za sprawą komórek, skrzynki za sprawą e-maili.

    Nazywa się Hackney, jest czarna i piękna. Londyńska taksówka w najnowszym wcieleniu osiągnęła doskonałość. Limuzyna TX4 jest zarazem staroświecka i nowoczesna – a więc ponadczasowa. Ostatnie słowo ewolucji dochodzi do platońskiej idei samochodu: ni to osobowego dużego, ni to miniaturowej ciężarówki. Czarny to jedyny słuszny kolor – jest to czerń wypastowanych trzewików, melonika, parasola.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Budapeszt. Mowa pomników

    Przez całe stulecia była czymś więcej niż królewskim nakryciem głowy. W świadomości Węgrów nie tylko gwarantuje ona istnienie państwa, ale posiada siłę mistyczną. Była traktowana niemal jak osoba, i to osoba ważniejsza niż wymienne persony królów. Korona świętego Stefana…

    Trudno zliczyć, ile razy Szent Korona, czyli Korona Święta, była kradziona, ukrywana, przewożona, zakopywana i odkopywana. Jak poucza przez słuchawki wirtualna przewodniczka w kursującym ulicami Budapesztu autokarze Hop In Hop Off – święty Stefan, król Węgier, poprosił papieża Sylwestra II o koronę. Ale ten „miał tylko jedną, przeznaczoną dla kogo innego”. Tak przynajmniej brzmi to w polskiej wersji językowej, a pewna nieprecyzyjność tego sformułowania wiąże się może z faktem, że owym zagadkowym „kim innym” był Bolesław Chrobry, zaś Stefan sprzątnął mu koronę sprzed nosa.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Smutne piękno Basilicaty

    To miejsce zamieszkane jest nieprzerwanie od paleolitu do dziś. W miękkich tufowych skałach na zboczu wąwozu ludzie pierwotni wydrążyli głębokie groty i stworzyli jedyne w swoim rodzaju miasto jaskiń. Dużo później jaskinie zaczęto obudowywać kamiennymi fasadami. Cały ten konglomerat skał, jaskiń, domów mieszkalnych, kościołów, tarasów i schodów nazywa się Matera.

     

    Domy, domki i domeczki są proste, niemal pozbawione ozdób, utrzymane w stylu jakiegoś starożytno-średniowiecznego art deco: mniej więcej sześcienne pudełka z wąskimi oknami, gdzieniegdzie łuk nad drzwiami lub arkada, gdzieniegdzie schodkowe zwieńczenie ściany szczytowej.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,

    Tajemnice Montserrat

    Jej kontur przypomina ogromną wyszczerbioną piłę, na której zębach zatrzymują się, jak strzępki wełny, poranne obłoki. Montserrat oznacza dosłownie: „wyszczerbiona” lub „przepiłowana góra”. To góra tajemnic – największą z nich jest Święty Graal.

    Ze stacji Monistrol de Montserrat kolejka łańcuchowa (funicular) wspina się po stromym zboczu do opactwa. Z jego poziomu odchodzą jeszcze dwie krótkie linie, w dół i górę. Warto z nich skorzystać. Od klasztoru można spektakularną trasą zejść w dół w stronę cudownej groty, powrócić stamtąd kolejką, następnie drugą linią wjechać na szczyt góry, pobłąkać się wśród „zakapturzonych mnichów”, czyli stożkowatych skał Sant Jeroni, a potem łagodnym zboczem zejść z powrotem ku opactwu.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Dromaderem przez galaktykę

    Na dromadera się nie wsiada, na dromadera się nasuwa. Wystarczy podejść od tyłu, rozstawić szeroko nogi nad garbem siedzącego zwierzęcia i mocno złapać za uchwyt siodła – a wielbłąd, podnosząc się, sam umieści jeźdźca na swym grzbiecie. Wielbłąd wstaje w trzech etapach: gdy rozkraczyłem się nad swym dromaderem, ten najpierw katapultował mnie w górę (zerwał się na „łokcie” i „pięty” jednocześnie), potem próbował przerzucić mnie przez głowę (gwałtownie wyprostował tylne nogi), a następnie usiłował strząsnąć mnie do tyłu (co było efektem wyprostowania przednich nóg). Kiedy zwierzę stanęło już na dobre, jego kończyny zaczęły wykonywać dziwny balet – co jakiś czas to jedno, to drugie kopyto wyskakiwało w górę jakby porażone prądem. Miałem wrażenie, że dromader chce mnie kopnąć w stopę, choć najczęściej trafiał siebie samego w brzuch.

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Święte cedry, rzymskie kolumny, ukryte klasztory

    Podobno Bóg, gdy stwarzał świat, zszedł na ziemię i osobiście sadził cedry na górach Libanu. Król Babilonii Nabuchodonozor własnoręcznie wycinał je na drzwi swej świątyni. Dawid sprowadzał drogą morską pnie cedrów na budowę pałacu. Jego syn, Salomon, z tegoż drewna wzniósł Świątynię Jerozolimską. Cedrowe trociny znaleziono w grobowcach egipskich faraonów. Tradycja powiada, że Jezus pływał po Jeziorze Galilejskim cedrową łodzią. Grecy, Rzymianie czy Bizantyjczycy nie wyobrażali sobie swych pałaców bez stolarki wykonanej ze świętego drewna. Turcy Osmańscy nie wahali się używać chluby Libanu na opał. Nie lepiej obchodzili się z cedrami w czasie I wojny światowej angielscy żołnierze, którzy wycinali je na...

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Świat wyobraźni Ognistego Lisa

    W tym roku wybitny austriacki malarz wizjoner Ernst Fuchs obchodzi swoje 85. urodziny. Podczas pobytu w Wiedniu warto wybrać się do willi Ottona Wagnera, w której mieści się muzeum Ernsta Fuchsa, i zanurzyć w świecie jego mistycznej wyobraźni. Na Karlsplatz w Wiedniu, na wprost imponującego barokowego kościoła Karola Boromeusza, stoją dwa bliźniacze budynki S-Bahnu, czyli kolei miejskiej. Te urocze pawilony są dziełem wybitnego architekta Otto Wagnera (1841-1918), członka Secesji Wiedeńskiej, twórcy planów urbanistycznych oraz wielu okazałych gmachów wzniesionych w stolicy Austro-Węgier. W 1888 r. Otto Wagner wybudował dla siebie w podwiedeńskiej miejscowości Hütteldorf (dziś jest ona częścią Penzingu, 14. dzielnicy Wiednia) letnią willę – architektoniczną perełkę, która...

  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,

    W cieniu Nefrytowego Smoka

    W lutym 1996 r. Lijiang nawiedziło trzęsienie ziemi, którego siła osiągnęła 7 stopni w skali Richtera. Większość murowanych budynków została zburzona, natomiast drewniane domy, wzniesione przez...

    cały artykuł w numerze 3.2017 na stronie nr 26
  • Tekst: Marcin Kołpanowicz,

    Tajemnica Błękitnego Oka

    Albania jest jak ukryty skarb. Przez 50 lat zamknięta na klucz, dopiero niedawno zaczęła się otwierać na świat. I odkrywać przed nim swe wdzięki: dziewiczą przyrodę, antyczne ruiny, nastrojowe miasteczka, szerokie plaże o białym, drobnym piasku oraz...

Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
Probier Leasing
sp. z o.o. sp. k.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk