980x200

Darmowe archiwum / Azja

Jeśli interesuje Cię publikacja z wybranego zakątka świata, którą już zamieszczaliśmy na naszych łamach, wybierz pierwszą literę poszukiwanego kraju lub wskaż kontynent, na którym znajduje się ten kraj.


a b c d e f g h i j k l ł m n o p r s t u v w z
  • Azja Morze Czarne
    Cezary Wasyluk
    Zdjęcia: Cezary Wasyluk

    Z Teresą przez świat

    Pogodzenie studiów dziennych z zarobieniem pieniędzy na wyjazd, przygotowaniem dwudziestoletniego motocykla (yamaha XTZ 750 o ksywie „Teresa”) oraz samej trasy wymagało trochę pracy i wyrzeczeń. Ukraina, Rosja, Gruzja, Armenia, Górski Karabach, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Węgry, Słowacja, Czechy – 39 dni i 11.727 kilometrów. Ale było warto!

    Do Rosji docieram promem z Kerczu na Ukrainie, a do pierwszego poważnego punktu wyprawy, którym jest Elbrus, dojeżdżam po tygodniu. Kilkadziesiąt kilometrów wcześniej szukam miejsca noclegowego nad rzeką. Moja obecność wyraźnie zainteresowała pana, który zaprasza mnie w gości. Jest stróżem parkingu dla ciężkiego sprzętu.

  • Azja Nepal
    Paula Rettinger-Wietoszko
    Zdjęcia: Paula Rettinger-Wietoszko

    Mustang - zaginione królestwo

    – Jesteście jednymi z ostatnich ludzi, których prowadzę tu na piechotę – mówi Sonam G. Sherpa, nasz przewodnik. – Idzie wielka zmiana. To ostatni czas, żeby zobaczyć Mustang, jakim był przez wieki. Wszystko tam jest wielkie. Góry, przestrzeń, odległości i deniwelacje. Niezliczone groty drążone przez ludzi w skale setki lat temu. Do dziś w większości nieodkryte. Szmat historii. To główny cel naszej ekspedycji. Wielka przygoda w najgłębszej dolinie świata.

  • Azja Nepal
    Kamil Iwankiewicz
    Zdjęcia: Kamil Iwankiewicz Zdjęcia: Marcin Niedziółka Zdjęcia: Bogumił Buczyłko

    Wysoko na Dnie

    Himalaje chyba nikomu nie kojarzą się z nurkowaniem. My postanowiliśmy zbadać jedno z najwyżej położonych jezior w Tybecie – Ridonglabo. Niestety, Chińczycy odmówili nam możliwości nurkowania w tym akwenie i innych jeziorach przygranicznych, twierdząc, że akwalung to sprzęt „militarny” i nie może być użyty w strefie nadgranicznej. Nasze plany podboju himalajskich jezior musiały ulec zmianie.
    Zmuszeni byliśmy nurkować po nepalskiej stronie. Na lotnisku zaginęła część naszego sprzętu. Po długim śledztwie zguba odnalazła się na Sri Lance i po powrocie z cejlońskich wakacji dogoniła nas w górach na plecach tragarzy. Mieliśmy również kłopoty z kontrahentem od butli nurkowych. W dzień wylotu do Lukli poinformowano nas, że ciśnienie w butlach nie będzie wynosiło 220 bar, tak jak się umawialiśmy, tylko 150 ze względu na niedawne wypadki z eksplodującymi butlami. Mieliśmy pod górkę, zanim wyszliśmy w góry. Wzięliśmy jedną butlę więcej i ruszyliśmy w drogę.

  • Azja Nepal
    Janusz Kafarski
    Zdjęcia: Janusz Kafarski

    Tam i z powrotem, czyli droga pod Everest

    Przyjmuje się, że z uwagi na pogodę i temperatury, najlepsze miesiące na trekking do bazy pod Everestem to marzec i kwiecień oraz wrzesień, październik i listopad. Wybieramy listopad – miesiąc, który „gwarantuje” bezchmurne, błękitne niebo i najładniejsze widoki. Każdy plan mogą jednak zniweczyć anomalie pogodowe zdarzające się w Lukli, wiosce położonej zaledwie na wysokości 2860 m, w której dzięki staraniom Edmunda Hillarego, zdobywcy Everestu, powstało małe lotnisko. O tym, że ponad 2500 turystów z całego świata utknęło w Lukli w oczekiwaniu na wznowienie lotów pisały w listopadzie 2011 roku serwisy prasowe na całym świecie.

    Z porannej drzemki w hotelu w Katmandu wyrywa nas telefon: – Wznawiają loty do Lukli, za pięć minut jedziemy na lotnisko, pospieszcie się! Na miejscu panuje bałagan, jaki mógł spowodować tylko fakt, że od ponad tygodnia, ze względu na złą pogodę, nie odleciał jeszcze żaden samolot.

  • Azja Nepal
    Elżbieta Dziuk Krzysztof Renik
    Zdjęcia: Elżbieta Dziuk-Renik

    Powroty do Manangu

    Po dziesięciu dniach marszu doszliśmy do Manangu. Kamienne piętrowe domy przypominają małe warownie. Zwieńczone płaskimi dachami-tarasami – ze starannie ułożonymi na nich zapasami drewna i siana. Trudno znaleźć nocleg. Wreszcie lokujemy się w miejscu, gdzie gospodyniami są dwie kobiety.  Młodsza jest zamężna. Ma małe dziecko. Mąż nieobecny. Dostajemy niewielkie pomieszczenie z oknem i dwoma drewnianymi łóżkami. Tylko deski, bez materaców. Warunki w sam raz dla nas – mamy puchowe śpiwory.

  • Azja Nepal
    Z Janem Szulcem rozmawia Dorota Kobierowska

    Ósmy skalp Lodowych Wojowników

    Sziszapangma (8027 m n.p.m.) to ósmy z czternastu ośmiotysięczników zdobyty zimą. Stało się to po 17 latach przerwy. Poprzednio takiego wyczynu dokonał Krzysztof Wielicki w 1988 roku, gdy osiągnął wierzchołek Lhotse. Wszystkie osiem pierwszych zimowych wejść na najwyższe szczyty to dzieło Polaków – nie bez racji nazywanych Lodowymi Wojownikami. Wraz z Piotrem Morawskim 14 stycznia 2005 roku na szczycie stanął uczestniczący w wyprawie Włoch Simone Moro. Była to druga próba zdobycia Sziszapangmy zimą. Po raz pierwszy Polacy pod wodzą Jana Szulca zmierzyli się z tą górą w styczniu ubiegłego roku. Bez powodzenia.

  • Azja Nepal
    Dorota Kobierowska
    Zdjęcia: Michał Kochańczyk Zdjęcia: Dariusz Załuski Zdjęcia: Paweł Józefowicz

    Odwrót spod Góry Mgieł

    Góra mgieł – tak Piotr Pustelnik nazwał Annapurnę, kiedy po 51 dniach oblegania góry kierowana przez niego wyprawa mBank Annapurna Expedition musiała się wycofać, choć do szczytu brakowało już niewiele.

    Miejscem zbiórki międzynarodowego towarzystwa było jak zwykle Katmandu. Miasto ma swoje stałe miejsce w pamięci chyba każdego himalaisty. Również Piotra Pustelnika: – Wracam tu z przyjemnością. Zaludniona, odrapana i brudna stolica Nepalu, jednego z najbiedniejszych krajów na świecie, ma w sobie urok, jakiego nie mają Rzym, Londyn czy Nowy Jork. Snują się tu typy nie z tej ziemi, które, o dziwo, uśmiechają się przyjaźnie do każdego. Bo uśmiech jest tu wszechobecny, tak jak tandeta i szmira w sklepach i na straganach. Jest w tym mieście siła spokoju tak wielka, że już następnego dnia zawsze spływa ze mnie osad cywilizacyjny i nastaje czas ciszy dla skołatanej i zahukanej przedwyprawową gorączką duszy.

  • Azja Oman
    Ilona Pietrusiewicz
    Zdjęcia: Ilona Pietrusiewicz

    Pokochać sułtana

    Lądujemy w Maskacie, stolicy Omanu. Na błękitnym niebie ani jednej chmurki, temperatura 30 stopni. Wokół palmy, oleandry i bugenwille w rozkwicie. Przy głównej drodze prowadzącej z lotniska wita nas ogromny portret sułtana. Zdjęcie rozciąga się na siedem kondygnacji budynku Ministerstwa Sportu, a pod nim widnieje napis wysokości dwóch pięter: „Kochamy Cię”.

    Od tej pory sułtan stale nam towarzyszy. Poddani z dumą wspominają o nim przy najróżniejszych okazjach i dekorują samochody jego wizerunkami. Na sukach można kupić znaczki z jego podobizną i napisem „Panie nasz, strzeż sułtana”, a także: chorągiewki, breloczki, kotyliony, bransoletki, czapki i mnóstwo innych gadżetów w kolorach omańskiej flagi.

  • Azja Oman
    Ilona Pietrusiewicz
    Zdjęcia: Ilona Pietrusiewicz

    Weekend z szejkami

    W tradycyjnym omańskim madżlisie, pokoju, w którym przyjmuje się gości, stał mężczyzna w kawowej diszdaszy, a wokół niego dziesięciu innych. Nie było żadnych kobiet. Wszyscy usiedliśmy na dywanie, oparłszy się o poduszki. Wkrótce zorientowałam się, że gospodarz domu musi być kimś niezwykłym.

    Do wioski Dżalan Bani Bu Ali przyjechaliśmy, aby zobaczyć meczet. Zdobią go 52 kopuły, pokrywające rzędami całą powierzchnię dachu. Przez dziedziniec przebiega wykorzystywany do rytualnych ablucji faladż – system irygacyjny rozprowadzający źródlaną wodę w kierunku pól i palmowych gajów. Meczet ma kilkaset lat i figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

  • Azja Oman
    Ilona Pietrusiewicz
    Zdjęcia: Ilona Pietrusiewicz

    Tam, gdzie nie ma rzek

    Faladże ciągną się kilometrami, wiodą przez zielone gaje palm, przecinają wioski, prowadzą wzdłuż górskich dolin albo… przez środek ulicy, między pasami ruchu. Omańczycy pochylają się nad nimi, by ugasić pragnienie. Pluskają się w nich dzieci, kobiety robią pranie, a mężczyźni czerpią wodę do mycia samochodów.

    W 2006 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO wpisano pięć spośród ponad czterech tysięcy systemów irygacyjnych istniejących w Omanie. Trzy tysiące z nich wciąż się wykorzystuje. Nazywane są faladżami, od arabskiego słowa o znaczeniu „dzielić się po równo skąpymi zasobami”.
    Badania archeologiczne dowodzą, że systemy nawadniające znano tu już w III tysiącleciu p.n.e. Od wieków działają w ten sam sposób. Wykorzystując siłę grawitacji, specjalnymi kanałami rozprowadzają do gospodarstw i na pola uprawne wodę deszczową lub z podziemnych źródeł. Zasada jej dystrybucji w wioskach jest zawsze ta sama: wodę do picia czerpie się najbliżej źródła. Na dalszych odcinkach kanałów wykorzystuje się ją do mycia i prania.

Podziel się!

Zdjęcie dnia



Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
Probier Leasing
sp. z o.o. sp. k.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk