Numer archiwalny / Listopad 2013

Jesteś tutaj: Strona główna2013Listopad

ROZWIŃ PEŁEN SPIS TREŚCI
  • Europa Francja
    Sławomir Kozdraś
    Zdjęcia: Sławomir Kozdraś

    Europejska stolica niejednej kultury

    Marsylia to Europejska Stolica Kultury 2013 roku. Wybór może nie dziwić, zważywszy że to największe miasto na Lazurowym Wybrzeżu, słynące z joie de vivre, festiwali, celebrytów i słynnych artystów. Nieopodal ciągną się niebywale romantyczne pola lawendowe i zaczynają winnice. Ale Marsylia to znacznie więcej.

    Przed wyjazdem pytam o Marsylię zaprzyjaźnioną Francuzkę, której rodzina stamtąd się wywodzi. – Jedziesz do Marsylii? Uuu! Z aparatem?! Uważaj! Pierwsza reakcja nie napawa optymizmem. Dalej jest tylko gorzej. – Marsylia to wszystkie grzechy miasta portowego: przemytnicy, prostytucja, gangi, narkotyki, nielegalna imigracja – kontynuuje moja rozmówczyni. – To miasto jest powodem, dla którego we Francji tak silna jest radykalna prawica. To miejsce ciągłej walki rodowitych, białych Francuzów i imigrantów z Afryki Północnej i subsaharyjskiej. Te grupy nie dogadują się, więc uważaj. Uśmiech na dobre znika z mojej twarzy. Pytam, jak to możliwe, zważywszy na bliskość Monako, Cannes czy Nicei, miast symboli blichtru i błyszczącego piękna. – Marsylia to port – brzmi odpowiedź.

  • Afryka Kenia
    Jerzy Machura
    Zdjęcia: Jerzy Machura

    Pożegnanie z Mombasą

    To jedno z tych afrykańskich miejsc, których sama nazwa dźwięczy, śpiewa i tańczy, podobnie jak Timbuktu, Kilimandżaro czy Zanzibar. Mombasa!

    Na początku pogoda afrykańskiej nie przypominała. Za to na lotnisku ludzie poruszali się w zwolnionym, afrykańskim tempie. Przyzwyczajonych do ciągłego pośpiechu zastanawiał wszechobecny spokój i dziwiły często wypowiadane słowa: pole, pole („powoli, powoli”). Z czasem jednak wsiąknęliśmy w ten specyficzny klimat, i już po tygodniu pobytu w Mombasie czuliśmy się komfortowo, zastanawiając się tylko, jaki zły los kazał nam żyć w znerwicowanej Europie. Wyluzowani, powtarzaliśmy za Afrykanami: hakuna matata, co w języku suahili znaczy „nie ma sprawy”.

  • Azja Laos
    Jerzy Pawleta
    Zdjęcia: Jerzy Pawleta

    Przypadkowo piękna podróż

    Podróżując przez północne Chiny, zatrzymywałem się w hostelach. To właśnie tam, od kilku backpackerów usłyszałem: – Jedziesz na południe Azji? Zajrzyj do Laosu, będzie ci się podobało! I choć Laos nie był zupełnie brany pod uwagę w moich planach podróży, wylądowałem w Luang Prabang. Ale nie od razu…

    W dawnej cesarskiej stolicy Xi’an wsiadłem do pociągu jadącego do Kunming, wielkiego miasta leżącego niedaleko, jak na chińskie warunki, granicy z Laosem. Podróż twardą kuszetką trwała trzydzieści sześć godzin. Potem przesiadka w autobus zmierzający do Luang Prabang. Po kolejnych kilkunastu godzinach byliśmy na granicy. Do wiekowego autokaru wpadło kilka Chinek. – Change money? Szybka wymiana ostatnich juanów na laotańskie kipy i mijamy rogatkę. Witajcie w Laosie!

  • Azja Pakistan
    Katarzyna Jakubowska
    Zdjęcia: Katarzyna Jakubowska

    Niepewność pod płatkami róż

    Poetyckie spotkania i woń płatków róż rozsypanych na grobowcach zderzają się tu z terrorem i wiszącym w powietrzu strachem. Jedni przekonują do swojej wersji islamu siłą, inni barwnie i pokojowo celebrują muzułmańskie dziedzictwo regionu. To wszystko w jednym miejscu – pakistańskim Lahor.

     

    Siadam w autobusie zgodnie z numerem na bilecie. Ale zanim opuszczę dworzec w Rawalpindi, jeden z pracowników bierze kamerę i nagrywa twarze wszystkich pasażerów oraz naszą tablicę rejestracyjną. Teraz możemy jechać. Intensywnie próbuję nie myśleć, że miałoby to pomóc w identyfikacji zwłok, gdyby w autobusie znalazł się zamachowiec samobójca.

  • Ameryka Południowa Paragwaj
    Grzegorz Kapla
    Zdjęcia: Grzegorz Kapla

    Wszystkie drogi do panteonu

    Kiedy dotarłem do kresu podróży, bolało mnie wszystko. Dworcowe budki z żarciem były zamknięte i tylko w ostatniej siedzieli żule z Asunción. Nie próbowałem nawet pytać, bo z tubylczych rozmów płynie jedna nauka: to nie jest hiszpański. Strzeliłem sobie rum i wyruszyłem w noc.

    Wystarczy wybrnąć z dworca, żeby ciemność pożarła cię razem ze wszystkim, co wiesz o świecie. I tylko jedno światełko. Otwarte na oścież drzwi sklepiku z warzywami. Mrużę oczy, usiłując odcyfrować miniaturowe literki przy nazwach ulic na moim planie.
    – Donde es el hostel? – pytam.
    – Hostel…? – pan kręci głową w zakłopotaniu.
    Składam dłonie ze sobą i przytulam do nich policzek w nadziei, że zrozumie. No bo o cóż miałoby mi chodzić w środku nocy jak nie o łóżko?
    – A! Habitacion! – teraz ja muszę się domyślać, o co mu chodzi. Trochę mnie martwi tutejszy język.

  • Świat w obiektywie Polska
    Paweł Świątkiewicz
    Zdjęcia: Paweł Świątkiewicz

    Zwierzaki znad Biebrzy

    Dolina Biebrzy, kraina mgieł i nieprzebytych bagien otoczonych borami, to największy nieskażony cywilizacją obszar w Polsce. Skupia wokół siebie „biebrzniętych” i „zabiebrzonych”. Ci pierwsi przybyli, zobaczyli i zostali tu na stałe. Drudzy przyjechali i ciągle wracają. Każdy znajduje coś dla siebie: setki gatunków zwierząt i ptaków, prawie wszystkie gatunki roślin występujące w Polsce i bogactwo królestwa owadów. A ci, którzy nie szukają niczego konkretnego, znajdą przestrzenie, na których nie ma śladu cywilizacji.

  • Europa Szwajcaria
    Marta Legieć
    Zdjęcia: Marta Legieć Zdjęcia: Switzerland Tourism

    Krajobrazowy Ekspres Lodowcowy

    Część osób w wagonie bez przerwy biegała. Inni, niczym zahipnotyzowani, patrzyli przez okno w bezruchu. Pośród nich sunął kelner polewający grappę. Tak właśnie przywitał mnie Glacier Express, wymieniany na świecie jednym tchem z Orient Ekspressem czy Blue Train, afrykańskim pięciogwiazdkowym hotelem na kółkach.

     

    Przemierzający Europę pod koniec XIX wieku Orient Express rozwijał zawrotną jak na tamte czasy prędkość 80 km/godz. Dziś, w XXI wieku, nie szybciej po szynach sunie szwajcarski Glacier Express (Ekspres Lodowcowy). Prawie trzystukilometrową trasę pokonuje w niecałe 8 godzin. Nic dziwnego, że uznano go za najwolniejszy pociąg ekspresowy świata. Co nie przeszkadza mu przyciągać tłumów pasażerów.

  • Ameryka Północna USA
    Anna Morawska
    Zdjęcia: Anna Morawska

    Kasyno wygrywa zawsze

    To miejsce w języku hiszpańskim oznacza „łąkę”. Natura zdaje się jednak wołać: nie ma tu łąki, nie ma tu wody! W okolicy wznoszą się góry Spring Mountains, a dalej łańcuch Sierra Nevada. Średnio przez 300 dni w roku świeci słońce, a przez 133 dni temperatura przekracza 32°C. W takim to miejscu powstała „kraina hazardu, kiczu i rozpusty”. Las Vegas.

    Z lądującego samolotu dobrze widać sztuczność tego miasta. Czerwone skały i piasek pustyni Mojave, rzędy prostokątów, w które powkładano domy i hotele. Kto buduje miasto na pustyni? I rzeczywiście długo nikt się nie decydował. Stolica stanu Nevada powstała w 1905 roku, a prawa miejskie otrzymała 6 lat później. Postawiono domy, hotele, baseny, zasadzono ogrody, trawniki i parki.

  • Australia i Oceania Vanuatu
    Karol Janas
    Zdjęcia: Tadeusz Natanek

    SMS z jaskini ludożerców

    Szykowaliśmy się do zejścia na ląd, kiedy pojawiła się łódka. Po chwili sprawny wioślarz był przy burcie naszego jachtu. – Welcome to Vanuatu! – szerokim uśmiechem przywitał nas krajowiec Sam. Wręczył wielki kosz z liści palmy, wypełniony owocami i kwiatami. Odwdzięczyliśmy się zaproszeniem na jacht oraz żyłką i haczykami do łowienia ryb.

     

    Sam przypłynął do nas w pirodze – rozpowszechnionym w Oceanii kanu z bocznym pływakiem. Kadłub jednostki był wykonany ręcznie z jednego pnia drzewa. Dokładnie takie same łodzie wykorzystywano w czasach kapitana Cooka.

  • Europa Włochy
    Marcin Kołpanowicz
    Zdjęcia: Marcin Kołpanowicz

    Smutne piękno Basilicaty

    To miejsce zamieszkane jest nieprzerwanie od paleolitu do dziś. W miękkich tufowych skałach na zboczu wąwozu ludzie pierwotni wydrążyli głębokie groty i stworzyli jedyne w swoim rodzaju miasto jaskiń. Dużo później jaskinie zaczęto obudowywać kamiennymi fasadami. Cały ten konglomerat skał, jaskiń, domów mieszkalnych, kościołów, tarasów i schodów nazywa się Matera.

     

    Domy, domki i domeczki są proste, niemal pozbawione ozdób, utrzymane w stylu jakiegoś starożytno-średniowiecznego art deco: mniej więcej sześcienne pudełka z wąskimi oknami, gdzieniegdzie łuk nad drzwiami lub arkada, gdzieniegdzie schodkowe zwieńczenie ściany szczytowej.

  • Poznaj zwyczaj Chiny
    Małgorzata Błońska Adrian Chimiak

    W drodze do chińskiego nieba

    W Chinach święto pamięci o zmarłych nazywa się Qing Ming Jie, co dosłownie znaczy – Festiwal Zamiatania Grobów. Przypada ono w kwietniu i jest równie ważne, jak w Polsce dzień Wszystkich Świętych.

    Chińczycy sprzątają groby i modlą się w intencji swoich bliskich, którzy odeszli. Tamtejsze groby wyglądają inaczej niż te nasze, europejskie. Są małe, a do środka wstawia się wyłącznie urny z prochami, bo w Chinach wszystkie zwłoki są palone.

Podziel się!

Adres redakcji:
ul. Jaśkowa Dolina 17
80-252 Gdańsk
e-mail: redakcja@poznaj-swiat.pl
tel. 535 444 990

PRENUMERATA:
tel. 58 350 84 64

Wydawca:
PROBIER
spółka z o.o.
Kowale Glazurowa 7
80-180 Gdańsk