Miesięcznik Poznaj Świat
Numer 2017-10-01

Artykuł opublikowany w numerze 10.2017 na stronie nr. 12.

Tekst i zdjęcia: Elżbieta Pawełek, Zdjęcia: Junta de Castilla y León, Santiago Santos,

Kastylia, pani na zamkach


Jeśli lubicie przygody z dreszczykiem i hiszpańskie tapas, Kastylia będzie dobrym kierunkiem. Poznacie tam słynne bodegi i niezliczone tawerny. Dowiecie się, jakie tajemnice skrywają kastylijskie zamki, czego szukał tam Krzysztof Kolumb i czy czeka nas koniec świata...

Dostępny PDF
W wersji PDF artykuł jest wyświetlany dokładnie tak jak został wydrukowany. Czytaj w PDF

 

Mówi się, że Kastylia jest sercem Hiszpanii. Malowniczo rozciągnięta na równinach Mesety Iberyjskiej, ma wszystko, co prawdziwie hiszpańskie. Gotyckie katedry, urocze tawerny i wręcz niezwykłe zamiłowanie do fiesty. To tutaj urodził się Cyd, legendarny bohater. I tutaj płynęły bogactwa z Nowego Świata odkrytego przez Kolumba. Dzięki nim powstały wspaniałe dzieła architektury i sztuki, rezydencje i pałace.

Ale przede wszystkim Kastylia ma potężne zamki, zwane castillos, od których pochodzi nazwa całego regionu. Było ich niegdyś tysiąc w całej Hiszpanii, z czego przetrwała połowa, w tym ponad trzysta na kastylijskiej ziemi. Pomiędzy cudowną Segowią i królewskim Valladolidem będziecie je co krok odkrywać. Jedne strzeliste, inne okrągłe niczym torty z całą masą zdobień, surowe i słodkie, zależnie od obowiązującej mody i gustu ich właścicieli. Są wdzięcznym obiektem dla fotografów.

 

KOLEBKA HISZPANII

Kastylia, rozpostarta na rozległej Mesecie Iberyjskiej, przecięta przez rzekę Duero, dała początek współczesnej Hiszpanii.

Z PRZESZŁOŚCIĄ I Z CHARAKTEREM

Segowia szczyci się kastylijskim charakterem i wspaniałą przeszłością, o której co krok przypominają niezliczone zabytki.

VALLADOLID KRÓLEWSKI

W czasach, kiedy miasto było siedzibą dworu królewskiego, często zaglądała do tej katedry Izabela Katolicka.

 

 

WRÓŻBY ŚWIĘTEGO FRUCTUSA

 

Ruszamy więc do Segowii, malowniczo położonej na skalistym wzgórzu, okolonym dwiema rzekami. Często porównują ją do okrętu żeglującego po zielonej równinie, którego dziobem jest stary alkazar, masztem – katedralna dzwonnica, a sterem – ciągnący się z tyłu rzymski akwedukt, zbudowany ponad 2 tys. lat temu bez grama zaprawy murarskiej! Nic dziwnego, że stał się wielką atrakcją miasta.

Alkazar to bezsprzecznie najczęściej fotografowany zamek w całej Hiszpanii. Wydaje się bardziej zamkiem z bajki niż obronną twierdzą. Podziwiamy jego imponującą warownię z wysokimi basztami i mnóstwem strzeleckich wieżyczek, z których rozciąga się wspaniały widok na całą okolicę. Notabene, wzorowali się na nim projektanci słynnego Disneylandu w Kalifornii.

W zamku mieszkało tak wielu kastylijskich królów, że nawet najstarsi mieszkańcy nie pamiętają wszystkich, a wśród nich pyszny, nielubiany przez lud Alfons X, który jedną z wież zamienił na obserwatorium astronomiczne. „Bóg powinien się ze mną skontaktować”, rzekł podczas audiencji. I został ukarany. Kiedy wypowiedział te słowa, w zamek uderzył piorun. Na szczęście budowla zbytnio nie ucierpiała podczas pożaru. Kroniki odnotowały, że zdarzyło się to w 1862 r., po czym XV-wieczny zamek zrekonstruowano i celowo go wyolbrzymiono.

Dziś mało kto pamięta Alfonsa X, zwłaszcza że przy kolejnej butelce świetnego kastylijskiego wina (a znane bodegi kuszą tu na każdym kroku) chętnie zapomina się o ciemnych kartach historii. Wieczorem w barach kwitnie życie, rozbrzmiewa muzyka, restauracje oferują lokalne przysmaki. A największym lokalnym rarytasem jest cochinillo, 21-dniowy prosiak, serwowany na ogromnych półmiskach w Mesón de Cándido, znanej knajpie tuż przy akwedukcie, która gości nie tylko koronowane głowy, lecz także gwiazdy filmowe i polityków. 

Najpierw jednak szambelan wygłasza przemowę, potem przy gościach kroi na połowę prosię talerzem i z impetem rzuca naczyniem o podłogę, aż słychać brzęk tłuczonych skorup.

Czy było to również ulubione danie słynnego Lope de Vegi? W Segowii mówią, że nieustająco drażnił władze swą romantyczną skłonnością do kobiet z wyższych sfer. Stworzył wzór śmiałego, prowokującego pisarza i spędził nawet pewien czas w więzieniu za napisanie błazeńskiego wiersza. 

W Segowii bywał też Kolumb, który szukał tu nie tyle uciech, ile pieniędzy i sponsorów zamorskich wypraw. A przyjeżdżał tutaj nie bez powodu. Było to miasto herbowych pałaców kastylijskiej szlachty, a także dawna siedziba dworu królewskiego i parlamentu – Kortezów. To właśnie tu, w Segowii, w niepozornym kościele San Miguel przy Plaza Mayor, Izabela Kastylijska (zwana też Katolicką) została ogłoszona królową.

Ale dziś obiektem zachwytów jest Dama Katedr, jedna z najwyższych w Hiszpanii. Widać ją z każdego punktu miasta, a nawet z odległości 10 km od niego. Piękna i majestatyczna o zachodzie słońca, ozdobiona lasem wysmukłych wieżyczek. Na portalu nad wejściem umieszczono postać patrona miasta świętego Fructusa z książką. 25 października, podczas jego święta, tłumy zbierają się u wejścia do katedry, aby zobaczyć, jak przerzuca karty księgi, wspomagany elektrycznym mechanizmem. Kiedy przerzuci wszystkie kartki w książce, nastąpi koniec świata. „Ale nie ma takiego niebezpieczeństwa, bo książka ma tylko jedną stronę” – mówią mieszkańcy.

 

 

CIASTKO WAROWNE

 

W Kastylii tworzyła się wielka historia, a jej potęga rosła dzięki podbojom militarnym i związkom małżeńskim. Do XI w. królestwo Kastylii wchłonęło Leon, potem dzięki małżeństwu Izabeli z Ferdynandem w 1469 r. – Aragonię, później Katalonię i wreszcie cały Półwysep Iberyjski. Monarchowie byli wielkimi mecenasami sztuki, a ich pałace, jak choćby madrycki Palacio Real, porównywany z francuskim Wersalem, zachwycają do dziś.

Królewska władza najbardziej jednak potrzebowała twierdz i zamków obronnych. W połowie drogi z Segowii do Vallodolidu przed nami wyrasta castillo de Coca (coca po hiszpańsku znaczy też „ciastko”). Najpiękniejszy zamek forteca, jaki można sobie wyobrazić. Przypomina bardziej wiejską rezydencję niż obiekt militarny. Z zewnątrz wydaje się słodki i romantyczny za sprawą różowych cegieł i ozdobnych wieżyczek nawiązujących do architektury mauretańskiej. Za to w środku zaskakuje surowym wnętrzem. Schody wąskie i strome, wszystkie wejścia malutkie, ale jak mówi przewodnik, większe nie były potrzebne, bo ludzie w XV w. mieli półtora metra wzrostu. Schodzimy do małego więzienia, gdzie światło przeciska się z trudem przez niewielki otwór. Nie wiadomo, za co trafiali tu skazani, ale szybko opuszczamy to straszne miejsce.

Najbardziej intryguje nas jednak sekretny pokój z wyblakłymi mozaikami na ścianach, gdzie gdy stoi się w odpowiednim miejscu, można usłyszeć własny głos dochodzący zza pleców czy szept osób z drugiego końca... Czyżby odbywały się tutaj tajne narady, decydujące o przyszłych losach Kastylii? A może zawiązywano układy i powierzano sobie najskrytsze tajemnice? Nie zgłębiwszy zagadki, przechodzimy do zbrojowni, by obejrzeć zbroje rycerzy służących potężnemu rodowi Fonesca, pierwszemu właścicielowi zamku. Ostatecznie piękny obiekt trafił w ręce równie potężnej rodziny Alba, która w połowie ubiegłego wieku za symboliczną pesetę przekazała go ministerstwu rolnictwa, a to z kolei – szkole leśnictwa.

Ruszamy dalej, a na horyzoncie jak grzyby po deszczu wyrastają nowe zamki. Wspaniały, imponujący w Turégano, w El Salvador, gdzie ledwie zachowały się ruiny, w urokliwej wiosce Pedraza – był tu więziony ośmioletni delfin Francji wraz ze swoim młodszym bratem. Wieść niesie, że ich ojciec Franciszek I, wzięty do niewoli pod Pawią, przekazał wrogom własnych synów jako zakładników w zamian za swoją wolność. 

Jesteśmy pełni wrażeń, a już widać kolejne zamczysko w Cuéllar. Trzeba też obejrzeć zamek La Mota na przedmieściach miasteczka Medina del Campo. Nigdy nie został zdobyty. Ale to nic dziwnego, kiedy widzi się potężne mury obronne, a za nimi kolejne, do tego imponujące wieże, tajemne korytarze z niewielkimi otworami, z których strzelano do wroga, i lochy, do których na długiej linie spuszczano więźniów. Z zaskoczeniem odkrywamy też ładne patio w stylu gotyckim. Najwyraźniej w dawnych wiekach walki nie były jedyną rozrywką. O tym zaś, że lud był pobożny, świadczy zamkowa kaplica Świętej Marii z przepięknym krucyfiksem z kości słoniowej.

 

DAMA KATEDR

Majestatyczna i piękna Katedra w Segowii, budowana ponad 200 lat, uchodzi za jedną z najwyższych w kraju.

SŁODKA COCA

Romantyczny i słodki z wyglądu – aż nie chce się wierzyć, że Coca to nie rezydencja, lecz obiekt militarny.

ZŁOTA KRAINA

Po odkryciu Ameryki Kolumb nie szczędził Kastylii złota, za które powstały wspaniałe dzieła sztuki, pałace i zamki.

 

 

DON KICHOT Z VALLADOLIDU

 

Mówi się, że wiele zamków powstało w XV w. po to, by strzec królewskiej siedziby w Valladolidzie. To miasto Izabeli, królowej Kastylii i Leonu, a potem całej Hiszpanii. Tu poślubiła Ferdynanda II Aragońskiego i na łożu śmierci sporządziła testament, w którym zarządziła, że Aragończycy mają być traktowani jak swoi. I podpisała go „Ja, Królowa”. 

Wiele najsłynniejszych postaci Złotego Wieku, jak Kolumb, Filip II czy Cervantes, który napisał tu i wydał „Don Kichota”, żyło w Valladolidzie. Miasto rywalizowało z Madrytem o miano stolicy królewskiej.

W starych zaułkach i wąskich uliczkach, które są nieraz jedynym schronieniem przed ostrym słońcem, wiruje duch przeszłości. Wystarczy zamknąć oczy, aby zobaczyć koronowane głowy, królewskie orszaki, dokazujących żaków... Dzisiejszy Valladolid stracił jednak wiele z dawnej świetności. Część najpiękniejszych budowli zburzono i wstawiono w ich miejsce betonowe wieżowce. Na szczęście zostało kilka obiektów godnych uwagi: piękna katedra, której budowę zaprojektował sam Juan de Herrera, twórca Eskurialu, uniwersytet, muzea i najbardziej pożądane w mieście, gdy głód człowieka ściśnie – bary z tapas.

O tapas, czyli przystawkach, słyszał chyba każdy, kto choć raz był w Hiszpanii. To wręcz jej symbol, nierozerwalnie z nią związany jak ryż z Chinami czy pizza z Italią. Ruszamy więc w obchód po barach, kosztujemy w jednych jamón ibérico, słynną hiszpańską szynkę, sery i kalmary, w innych – gambas al ajillo, krewetki w czosnku, i ośmiorniczki.

Trzeba w końcu znaleźć lokum na nocleg. A jeśli spać, to tylko na zamku! Nie będzie to takie trudne, bo pomysłowi Kastylijczycy zdążyli już przerobić część zamków na hotele. Na naszej liście numerem jeden jest Castillo del Buen Amor, Zamek Dobrej Miłości. Jak mówi dzisiejszy właściciel, w XV w. osiedlił się tu biskup Don Alonso de Fonseca wraz ze swoją kochanką Marią de Ulloa. Ich love story wywołała skandal, ukryli się więc na zamku. Miłość jednak kwitła i wkrótce doczekali się czwórki dzieci.

Rozglądamy się po pokojach, które niczym nie przypominają tych w nowoczesnych hotelach. Baldachimy przy królewskich łożach, dzwonki na służbę, a śniadanie, jak zapowiada miła recepcjonistka, będzie serwowane w dawnej stajni dla koni, którą przerobiono na potrzeby gości. Zgoda, pod warunkiem że wszystko będzie tak smaczne, jak cała Kastylia.