Miesięcznik Poznaj Świat
Numer 2007-04-01

Artykuł opublikowany w numerze 04.2007 na stronie nr. 50.

Tekst: Andrzej Kulka,

Brytyjskie siostry

Wyspy Dziewicze

Atrakcyjność wyspy St. John rozbudziła moją wyobraźnię do tego stopnia, że postanowiłem również wybrać się na sąsiednie Brytyjskie Wyspy Dziewicze (BVI). Virgin Gorda, Sir Francis Drake Channel i Tortola, tak wyraźnie widoczne z grzbietów i wybrzeży St. John, przywoływały z pamięci najlepsze strony lektur z lat młodzieńczych, książek o strasznych piratach Karaibów. Ich przygody śniły mi się każdej nocy w uroczym kempingu ukrytym w mrocznym, zwrotnikowym lesie Cinnamon Bay.

 

Od kilku już lat przedstawiam w tym cyklu Czytelnikom „PŚ” parki narodowe Stanów Zjednoczonych i chociaż przyrodnicze klejnoty Virgin Gorda nie należą do USA, ale... jak tu nie ulec pokusie, będąc tak blisko. Zróbmy więc mały wyjątek i udajmy się na idylliczne British Virgins. Tu właśnie działali legendarny Czarnobrody (Blackbeard), Henry Morgan i Calico Jack. Tutaj jest przecież Norman Island, która zainspirowała Roberta Louisa Stevensona do napisania „Wyspy Skarbów”, tu w końcu sterczy z lazurowego morza wielgachna skała, zwana Skrzynią Umrzyka, o której – i szesnastu chłopach z butelką rumu – długo śpiewali korsarze.
Władze zadbały o zachowanie dla potomności najpiękniejszych krajobrazowo i najciekawszych historycznie miejsc, tworząc w 1961 roku National Parks Trust. Obecnie na terenie Brytyjskich Wysp Dziewiczych znajduje się aż siedemnaście parków narodowych, obejmujących jednakże w sumie mniej niż dwa kilometry kwadratowe powierzchni. Nie imponują one ogromem, ale niektóre rezerwaty niezaprzeczalnymi walorami rzucają na kolana nawet najwybredniejszych globtroterów. Są tutaj miejsca tak znane jak głazy The Baths, są zakamarki dostępne tylko dla nurków (wrak „The Rhone”), są wreszcie urokliwe i bezludne wysepki (Great Tobago, The Dogs czy Fallen Jerusalem), których kontemplacja dana jest wyłącznie żeglarzom.

 

 

Skarby Tortoli

 

Brytyjskie Virgins składają się z trzech dużych wysp (Tortola, Virgin Gorda i Anegada) oraz około czterdziestu mniejszych wysepek, w tym znanej z elitarnych obchodów sylwestra żeglarskiej Jost Van Dyke.
Najpopularniejsza z nich jest niewątpliwie Tortola, gdzie Road Town – port i jednocześnie stolica całego zamorskiego terytorium – potrafi zaskoczyć turystę nieoczekiwanym tłokiem, a nawet ulicznymi korkami. Wystarczy jednak wyjechać z miasta, aby znaleźć się w zupełnie innej przestrzeni, w której czas stanął w miejscu, zupełnie jak na dalekiej, idyllicznej wsi. Na Tortoli są piękne góry, zatoki i plaże. Niektóre, na przykład Cane Garden Bay, stały się aż do przesady nawiedzane przez tłumy pasażerów karaibskich rejsów. Inne, jak Brewer's Bay czy Smuggler's Cove, są dostępne wyłącznie stromymi, wąskimi i wyboistymi drogami, przez co spotyka się na nich zadziwiająco mało ludzi, a dotarcie do tych zakątków samo w sobie jest ekscytującym przeżyciem. Chyba najciekawszą widokowo plażą jest długa łacha śnieżnobiałego piachu wzdłuż Long Bay na północno-zachodnim skrawku Tortoli.
Najbardziej interesującym (i najstarszym) parkiem narodowym na Tortoli jest Sage Mountain National Park, o powierzchni mniejszej niż pól kilometra kwadratowego, utworzony w 1964 roku wokół najwyższej góry Wysp Dziewiczych – Sage (523 m n.p.m.). Ten rzadko odwiedzany zakątek wyspy porośnięty jest wilgotnym, zwrotnikowym lasem, zachowanym w niezmienionym przez człowieka stanie od co najmniej czasów Krzysztofa Kolumba.
Ze względu na wieloletnią niedostępność terenu, wysokość nad poziomem morza i związane z nią duże opady w całej okolicy występuje unikatowa flora, z tak egzotycznymi dla nas gatunkami jak mahoń, guawa czy cedr biały. Drzewa są często oplecione filodendronami, storczykami, upstrzone bromeliadami. Dodajmy do tego kolibry, nadrzewne żaby i barwne motyle, a otrzymamy obraz, któremu trudno się oprzeć! Nawet jeżeli rośliny zbytnio nas nie interesują, warto wiedzieć, że samo podejście z parkingu dostarcza niezapomnianych widoków na zachodnie wybrzeże Tortoli, skąd St. John, St. Thomas i kilkanaście innych wysepek oddala się w stronę horyzontu. Warto przyjść tutaj przed zmrokiem, aby nacieszyć oczy odblaskami słońca skrzącymi się na morskich falach.
Drugim godnym wzmianki parkiem narodowym Tortoli jest Mount Healthy, od 1983 roku chroniący prawnie ruiny jedynego zachowanego w brytyjskiej części wysp XVIII-wiecznego (1798 rok) wiatraka starej plantacji cukru należącej do prominentnej rodziny Hodge, posiadającej wtedy większość ziemi na Tortoli.
Na Tortoli, w Road Town, możemy być zaskoczeni tym, że jeden z miejskich terenów zieleni uzyskał w 1974 roku status parku narodowego jako Queen Elizabeth II National Park.

 

 

Czar Tłustej Dziewicy

 

Pomimo niezaprzeczalnych turystycznych walorów Tortoli niewątpliwie ciekawsza jest Virgin Gorda: dużo mniejsza wyspa, zamieszkana zaledwie przez trzy tysiące ludzi, z których prawie wszyscy żyją w Spanish Town. Dzięki tym proporcjom reszta wysepki sprawia wrażenie bezludnej! Na niewielkiej „Tłustej Dziewicy” (bo tak właśnie Kolumb nazwał ten skrawek lądu) jest aż pięć niewiarygodnie zróżnicowanych parków narodowych.
Najrzadziej odwiedzany jest Gorda Peak National Park, liczący ledwie jeden kilometr kwadratowy powierzchni, obejmujący szczytowe partie najwyższej góry wyspy – Gordy (414 m n.p.m.). Las pokrywający zbocza zachował swój pierwotny charakter z dominującymi gatunkami typowymi dla tropikalnych Antyli. Przechodząc około ośmiuset metrów od szosy do platformy widokowej na szczycie, zobaczymy przy ścieżce wiele interesujących roślin i – przy odrobinie szczęścia – zwierząt, charakterystycznych dla suchej strefy antylskich wzniesień. Niewielki obszar parku stanowi schronienie między innymi dla sześciu gatunków endemicznych orchidei, trzech gatunków nadrzewnych żab i najmniejszej jaszczurki na świecie – gekkona Virgin Gorda. Żabki są mikroskopijne – żeby je dostrzec, należy bacznie przypatrywać się wodzie deszczowej zbierającej się w zagłębieniach bromeliad! W okolicy Gorda Peak żyją również motyle, kraby pustelniki, nietoperze i węże.
Dla mnie największym szlagierem tego rezerwatu przyrody są niewyobrażalnie piękne widoki wybrzeży, zwłaszcza błękitnej zatoki North Sound i plaż Savannah. Rzucająca na kolana panorama widoczna jest zresztą już z widokowych platform zbudowanych przy drodze łączącej Spanish Town z Leverick Bay, a przecinającej teren parku u jego południowo-wschodnich granic.
Kolejny z mniej uczęszczanych parków narodowych wyspy zainteresuje historyków, geologów oraz górników, gdyż obejmuje teren oryginalnej, zabytkowej kopalni miedzi czynnej w latach 1838–1869. Do ruin Copper Mine National Park można dojechać samochodem z centrum Spanish Town dobrą, asfaltową drogą w kilkanaście minut. W dramatycznej scenerii stromego, granitowego brzegu zachowały się pozostałości komina, budynku mieszczącego parowy silnik sprowadzony z Kornwalii w 1840 roku (techniczne cudo jak na owe czasy), a także fragmenty szybów, niektóre o głębokości 80 metrów. Chodząc po starych hałdach, nietrudno zauważyć okruchy kwarcu z charakterystycznymi zielonymi wtrąceniami malachitu (ruda miedzi).

 

 

Trzy perły

 

Trzy następne niewielkie parki uchroniły przed niekontrolowaną rozbudową przepiękne fragmenty morskiego brzegu z plażami okraszonymi kolosalnymi granitowymi głazami. Są to prawdziwe, krajobrazowe perły Brytyjskich Wysp Dziewiczych! Jadąc od północy, natrafimy najpierw na Spring Bay National Park, następnie na sławne The Baths, a w końcu na przeuroczą Zatokę Diabła – Devil's Bay.
Park Narodowy Zatoki Spring Bay obejmuje kilkaset metrów brzegu z czterema zatoczkami, ozdobionymi bajkowymi głazami, rozdzielonymi wielkimi granitowymi blokami o zaokrąglonych krawędziach, typowych dla długotrwałego niszczenia tej skały w klimacie tropikalnym. Używając fachowej terminologii, obserwujemy tu klasyczny przykład tak zwanego kulistego wietrzenia granitu. W tym parku warto nurkować z fajką, gdyż na egzotyczną scenerię ozdobionych palmami kokosowymi plaż nakłada się bogactwo ichtiofauny.
Nieco dalej na południe napotkamy jeszcze bardziej wyrazisty przejaw wietrzenia granitów w labiryncie głazów spoczywających w płytkiej wodzie, a nazwanym adekwatnie łaźniami, czyli The Baths. Ten kolejny cud przyrody (The Baths National Park) stał się tak popularny wśród uczestników karaibskich rejsów, że prawie w każde południe spotkamy tutaj setki pasażerów przywożonych z Tortoli i z St. Thomas tylko po to, aby mogli odbyć półgodzinny spacer w scenerii niespotykanej na kontynencie amerykańskim. Nawiasem mówiąc, podobny krajobraz zaistniał na Seszelach, na odległym Oceanie Indyjskim.
Park Narodowy The Baths powstał dopiero w 1990 roku, mając za zadanie ochronę niewielkiego, lecz niewymownie pięknego fragmentu wybrzeża, usłanego granitowymi głazami o wielkości sięgającej trzynastu metrów!

 

 

Déjà vu!

 

The Baths to prawdopodobnie najbardziej obfotografowane miejsce na Wyspach Dziewiczych. Każdemu przyjezdnemu wydaje się bardzo znajome: ta plaża i granitowe głazy służyły bowiem wielokrotnie za scenerie do reklam najsłynniejszych światowych firm.
Pomiędzy głazami można spacerować całymi godzinami, można błądzić, brodzić, pływać – w wydawać by się mogło – nieskończonym labiryncie. Wielkie kamole, stanowiąc doskonałą ochronę dla morskich organizmów, przyciągają również nurków!
Pochodzenie granitowych bloków pozostaje nadal kwestią sporną, dzielącą naukowców. Są one niewątpliwie wynikiem niezwykle długiego wietrzenia, ale nie do końca wiadomo, czy powstały z erozji potrzaskanego granitowego monolitu, czy też wyłuszczyły się „gotowe” z mniej odpornej skały. Tego typu granitowe bloki występują również na pobliskiej wysepce Fallen Jerusalem (też park narodowy) oraz Broken Jerusalem, leżącej u jej południowego cypla.
Od plaży Baths ku południowi prowadzi dobrze oznakowana ścieżka do sielankowej, półksiężycowatej plaży o mało sielankowej nazwie Devil's Bay, czyli Zatoka Diabła. Pomimo zniechęcającej nazwy jest to cel godny aniołów! Dwudziestominutowe przejście od The Baths do Zatoki Diabła staje się fascynującym spacerem po gładkich granitach, przeciskaniem wśród kolosalnych głazów, brodzeniem po piaszczystym dnie mrocznych „pieczar”... To miejsce, którego magię naprawdę warto wpisać w życiorys!
Gwoli porządku należy wspomnieć o jeszcze jednym parku narodowym wyspy – Little Fort Point National Park, gdzie mieściły się indiańska wioska i stary hiszpański fort, który z nieznanych mi powodów jest niedostępny dla turystów.
Parki narodowe to jednak nie wszystko, czym zachwyca Virgin Gorda. W centralnej części wyspy, od północnego zachodu, znajduje się piękna i długa plaża Savannah Bay, na której czasami trudno jest wypatrzyć jakiegokolwiek turystę! Przed południem możemy być dosłownie jedynymi jej użytkownikami, później... może pojawić się kilku miejscowych.

 

 

W głębiny

 

Poza lądowymi cudami przyrody Brytyjskich Wysp Dziewiczych nie można pominąć unikatowej atrakcji, jaką jest... podwodny park narodowy utworzony wokół zatopionego w 1867 roku statku „The Rhone”, spoczywającego na dnie morza u skalistych wybrzeży Salt Island. Dla wielu znawców jest to najciekawsze nurkowanie do wraku na całych Karaibach!
Brytyjskie Wyspy Dziewicze są godne nie tylko krótkiego wypadu z sąsiednich wysp amerykańskich, lecz także... zupełnie odrębnej, dłuższej eskapady.